[969] Recenzja: Wiarołomca – Hannah Kaner

0 | Skomentuj

 „Pierwszy raz w życiu bogobójczyni płakała z powodu śmierci boga”, czyli finał serii Upadli bogowie.


Bogobójczyni, pierwszy tom serii Upadli bogowie, była książką, która wielokrotnie przewijała się na bookstagramie. Jej okładka przyciągała wzrok, a sama pozycja była reklamowana jako idealna dla fanów Wiedźmina czy też The Last of Us. Teraz przyszedł na finałowy trzeci tom tej serii, czyli Wiarołomcę.


Nadeszła wojna. Potężni bogowie i śmiertelni bohaterowie stają do ostatecznej walki o władzę. Bogini ognia Hseth prowadzi niszczycielską armię na południe, a jedyną nadzieją świata jest sojusz dawnych nieprzyjaciół przeciwko wspólnemu wrogowi.

Elon nawiązuje niełatwy sojusz z Arrenem – swoim przyjacielem, wrogiem i królem. Teraz każdy z nich musi zdecydować, ile gotów jest poświęcić, aby odwrócić losy wojny.

Inara dołącza do matki na statku Silverswift. Wciąż zmaga się z własnymi mocami i przeznaczeniem.

Kissen zaś — szukając rodziny — staje przed pytaniem, o co i dla kogo tak naprawdę warto walczyć.


Hannah Kaner debiutowała Bogobójczynią, która zbierała pozytywne opinie. Wielkim plusem jest świat stworzony przez Hannah Kaner, dzięki fantastycznym, kwiecistym opisom możemy go sobie świetnie zobrazować. Stworzyła ona kulturę, politykę oraz religię, czerpiąc garściami z mitologii. Świat ludzi funkcjonuje wraz ze światem bogów. Ten tom to głównie wojna bogów i ludzi oraz walka o władzę. Ten brutalny świat pełen zaskakujących sojuszy i politycznych intryg zabiera nas w magiczną podróż. Początek Wiarołomcy jest nieco powolny i momentami przynudza, ale im dalej tym akcja nabiera rozpędu.


To opowieść, która w głównej mierze skupia się wokół wojny — a więc mamy tutaj sporo planowania strategii i poszukiwania sojuszników. Wiarołomca to bezpośrednia kontynuacja poprzednich tomów, więc jeśli jeszcze nie mieliście okazji, by się z nimi zapoznać, to czytanie tej książki raczej nie ma sensu. Finałowy tom serii to lekka powieść fantasy. Świetnie się sprawdzi dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z fantastyką. Ciekawie został przedstawiony tutaj motyw bóstw, a sama autorka ma oryginalne pomysły. Język jest lekki i przyjemny, a książkę czyta się szybko. Cieszę się, że Hannah Kaner na siłę nie przeciąga serii, tylko potrafi ją zwięźle zakończyć.


Ilość stron: 461

Wydawnictwo: Jaguar



Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Jaguar ;)




Zajrzycie na mój profil na Instagramie oraz na profil Wydawnictwa Jaguar :)






[968] Recenzja: Spotkajmy się, kiedy będzie ładna pogoda – Lee Do-Woo

0 | Skomentuj

„Życie wcale nie jest takie długie i nawet jeśli w jego trakcie nie podejmowaliśmy wysiłku, i tak wszyscy odejdziemy z tego świata. Dlatego starajmy się być szczęśliwi, zanim to nastąpi”, czyli bestseller prosto z Korei.


Lee Do-Woo to południowokoreańska pisarka, ukończyła studia z kreatywnego pisania na Uniwersytecie Chung-Ang w Seulu. Sławę przyniosła jej powieść When the Weather Is Fine. Teraz mamy okazję zapoznać się z nią w tłumaczeniu polskim. Wielokrotnie podkreślałam, że uwielbiam sięgać po literaturę azjatycką, dlatego nie mogłam sobie jej odpuścić.


Subtelna, poetycka opowieść o uzdrawiającej sile relacji i miłości po przejściach.

Czasem miłość przychodzi wtedy, gdy najmniej jej oczekujesz – i zostaje, nawet jeśli nie wiesz, jak ją nazwać.

Po serii osobistych porażek Hae-wŏn wraca z Seulu do rodzinnego miasteczka. W poszukiwaniu spokoju trafia do małej księgarni – miejsca, w którym ludzie spotykają się, by rozmawiać o książkach, marzeniach i życiu. Księgarnię prowadzi cichy, introwertyczny Ŭn-sŏp – ich ponowne spotkanie po latach staje się początkiem ciepłej, uzdrawiającej relacji, w której miłość nie potrzebuje wielkich słów.


Na podstawie tej książki powstała k-drama When the Weather Is Fine z Park Min-young i Seo Kang-joon w rolach głównych. Spotkajmy się, kiedy będzie ładna pogoda to opowieść rozgrywająca się w małym miasteczku, do którego powraca Hae-won, nasza główna bohaterka, która potrzebuje chwili spokoju. Tam trafia do księgarni, w której spotyka Ŭn-sŏp, swojego kolegę ze szkoły. Ich relacja z każdą kolejną stroną rozwija się i staje się dla nich uzdrawiająca. Bohaterowie są autentyczni — mają swoje problemy i wady, dzięki czemu możemy się z nimi identyfikować. Znajdziemy tutaj nastolatków, dorosłych, a nawet seniorów. Każdy z nich ma swoją historię do opowiedzenia.



Spotkajmy się, kiedy będzie ładna pogoda to raczej spokojna, nieco melancholijna opowieść, która zmusza do refleksji. Otula czytelnika, niczym kokon, dając wrażenie spokoju i bezpieczeństwa. Zdecydowanie jest to powieść, która idealnie sprawdzi jako comfort reading. To opowieść o życiu, bolesnej przeszłości i emocjonalnej teraźniejszości. Przywraca wiarę w uzdrawiające relacje pomiędzy ludźmi. Poświęca sporo czasu na refleksje i zastanowienie się nad swoim życiem. Pełna emocjonalnych wyznań i ukrywanych blizn. Spotkajmy się, kiedy będzie ładna pogoda nie jest książką, która spodoba się każdemu. Tutaj akcja nie pędzi niczym rollercoaster. Jeśli szukacie powieści, która pozwoli zatrzymać się na moment i złapać oddech to myślę, że ta może wam przypaść do gustu.


Ilość stron: 414

Wydawnictwo: W.A.B.



Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu W.A.B.  ;)

[967] Recenzja: Nightshade – Autumn Woods

0 | Skomentuj

„Nie nabierzesz mnie, Alex. Jeśli ci się wydaje, że nie widzę, że gnijesz od środka, grubo się mylisz, Trzymaj się z dala ode mnie, a ja odwzajemnię się tym samym”, czyli typowa powieść młodzieżowa.



Nightshade to książka, którą wybrałam by oderwać się, choć na moment od stresującej rzeczywistości. Sam opis zwiastował, że będzie to raczej typowa powieść młodzieżowa okraszona wątkiem nieco kryminalnym w stylu dark academy. Autumn Woods jest inżynierem lotnictwa i kosmonautyki, a  Nightshade to pierwszy tom cyklu Sorrowsong University.


On spaliłby dla niej cały świat... ale ona planuje najpierw zrównać jego świat z ziemią.

Ukryty w szkockich Highlands Uniwersytet Sorrowsong przyjmuje tylko dzieci elit. Ophelia Winters nie pasuje do tego świata, ale przyznane jej stypendium daje idealną okazję, by zbadać „przypadkową” śmierć swoich rodziców w pobliżu zamkowych murów.

Początek nie należy do łatwych – Ophelia natychmiast popada w konflikt z Alexem Corbeau-Greenem, synem jej głównego podejrzanego. Dla niej jest on tylko młodszą wersją swojego ojca miliardera – potworem skrytym pod piękną fasadą.

Jednak kiedy nieznany prześladowca zaczyna śledzić Ophelię, Alex niespodziewanie staje się jej sojusznikiem. A gdy ona zaczyna zakochiwać się w jego wrażliwym sercu, ukrytym pod twardą powłoką, pragnienie zemsty po raz pierwszy zaczyna słabnąć.


Na początek dostajemy tajemnicze morderstwo — nasza główna bohaterka dostaje okazję, by zbadać śmierć swoim rodziców w elitarnej szkole w Szkocji. Autorka zabiera nas w podróż do mrocznego i dusznego zamku, gdzie na każdym kroku czyhają nowe tajemnice i niebezpieczeństwa. To świat elit, a nasza bohaterka zupełnie do niego nie pasuje. Znalazła się w tej szkole tylko dlatego, że dostała stypendium. Początek tej historii jest powolny i dosyć nudny. Dopiero gdzieś pod koniec pojawiło się coś ciekawszego niż przepychanki pomiędzy głównymi bohaterami. Wątek enemies to lovers to oparty jest głównie na ostrożności ze strony Ophelii. Ona od samego początku uznaje Alexa za wroga. Ten natomiast z biegiem historii zaczyna mieć na jej punkcie obsesję. Ten wątek jest nieco naciągany.



Autorka kończy swoją powieść ciekawym zwrotem akcji, co nieco zachęca, by sięgnąć po kolejny tom. Nightshade to typowa powieść młodzieżowa powielająca stereotypy. Znajdziecie w niej elementy typowe dla gatunku dark academy. Autorce udało się stworzyć mroczny klimat Szkocji. Sama historia nie jest zbyt oryginalna, ale pozwala oderwać się od problemów życia codziennego. Szybko się czyta i nie wymaga większego zaangażowania ze strony czytelnika.


Ilość stron: 368

Wydawnictwo: Jaguar


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Jaguar ;)





Zajrzycie na mój profil na Instagramie oraz na profil Wydawnictwa Jaguar :)







[966] Recenzja: Zwierzę ofiarne – Henrik Fexeus

0 | Skomentuj

„Dziś nie mieściło jej się w głowie, jak dalece człowiek jest skłonny okłamywać samego siebie, by uratować związek”, czyli skandynawski thriller.


Henrik Fexeus to autor, z którym się spotkałam przy okazji cyklu Mentalista, który współtworzył z Camilą Lackberg. Te książki bardzo mi się podobały, dlatego nie zastanawiałam się długo przed sięgnięciem po jego najnowszą powieść. Zwierzę ofiarne jest pierwszym tomem z cyklu Mementoserien. Jak wypada w pojedynkę Hernik Fexeus?


Kiedy David otrzymuje e-mail od nieznajomej kobiety, która twierdzi, że zna sekrety z jego dzieciństwa, nie wie, jak zareagować. Najchętniej zignorowałby wiadomość i skupił się na uporządkowaniu uczuć wobec pięknej znanej prawniczki Florence. Problem w tym, że David nie pamięta swoich pierwszych dwunastu lat życia. Ciekawość okazuje się silniejsza – i mężczyzna odpowiada na e-mail.
Niedługo potem kobieta, która się z nim skontaktowała, znika bez śladu, a David zostaje głównym podejrzanym. Ktoś zaczyna śledzić jego i wszystkich, na których mu zależy. Z pomocą Florence musi odkryć, kto za tym wszystkim stoi – i co wspólnego ma z jego utraconymi wspomnieniami.
W cieniu czai się tajemnica sprzed dziesięcioleci, a ci, którzy zrobią wszystko, by prawda nigdy nie ujrzała światła dziennego, mają naprawdę wiele do stracenia.


Uwielbiam skandynawskie thrillery, a Zwierzę ofiarne idealnie wpasowuje się w ten gatunek. David, nasz główny bohater to programista pracujący zdalnie, który nie pamięta swoim pierwszych 12 lat życia. Nie jest z nikim związany na stałe. Florence jest prawniczką, z którą nasz główny bohater czasami się spotyka. Pewnego dnia David otrzymuje tajemniczą wiadomość, a chwilę później zostaje głównym podejrzanym w śledztwie, kiedy to nadawca tej wiadomości znika. Akcję śledzimy z trzech perspektyw Davida, Florece oraz Pauliny. Każda kolejna strona dostarcza nam nowych tajemnic, odkrywamy sekrety z przeszłości i ujawniamy manipulacje. Bohaterowie są realistyczni, dzięki czemu łatwo ich polubić i kibicować im.

Sam początek powieści może być nieco nudny, ale warto jest nie odkładać jej. Później akcja nabiera rozpędu, a klimat robi się mroczny i duszący. Napięcie budowane jest powoli i do samego końca jest wyczuwalne. Henrik Fexeus to ekspert w dziedzinie psychologii, gwiazda szwedzkiej telewizji, która „czyta w myślach”. Uczy innych jak rozumieć i manipulować ludzkim zachowaniem za pomocą mowy ciała i perswazji. I właśnie to dostajemy w jego książce. Ukazuje, jak łatwo manipulować czyimiś wspomnieniami. Mąci w głowie czytelnikowi, sprawiając, że tak naprawdę nie wiemy, komu możemy zaufać, kim jest ten zły i czy na pewno jest on tym złym. Zwierzę ofiarne zmusza do refleksji, przedstawiając dylematy moralne.

Zwierzę ofiarne to dobry skandynawski kryminał z wątkami thrillera psychologicznego. Jestem mile nim zaskoczona i na pewno sięgnę po kolejne książki z tego cyklu. Jeśli lubicie mroczne i niejednoznaczne historie, to ta powinna przypaść Wam do gustu. Fani thrillerów i kryminałów odnajdą się w niej dosyć szybko.



Ilość stron: 511
Wydawnictwo: Czarna Owca

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca :)











© Mrs Black | WS X X X