[1017] Recenzja: Układanka – Henrik Fexeus

0 | Skomentuj

„Dziś nie mieściło jej się w głowie, jak dalece człowiek jest skłonny okłamywać samego siebie, by uratować związek”, czyli drugi tom Mementoserien.


Henrik Fexeus to autor, z którym się spotkałam przy okazji cyklu Mentalista, który współtworzył z Camilą Lackberg. Te książki bardzo mi się podobały, dlatego nie później sięgnęłam po Zwierzę ofiarne, czyli pierwszy tom cyklu Mementoserien. Teraz autor powraca z kolejną częścią. Uważam, że jeśli nie czytaliście pierwszej części, to nie ma sensu sięgać po Układankę.


Kiedy David otrzymuje e-mail od nieznajomej kobiety, która twierdzi, że zna sekrety z jego dzieciństwa, nie wie, jak zareagować. Najchętniej zignorowałby wiadomość i skupił się na uporządkowaniu uczuć wobec pięknej znanej prawniczki Florence. Problem w tym, że David nie pamięta swoich pierwszych dwunastu lat życia. Ciekawość okazuje się silniejsza – i mężczyzna odpowiada na e-mail.
Niedługo potem kobieta, która się z nim skontaktowała, znika bez śladu, a David zostaje głównym podejrzanym. Ktoś zaczyna śledzić jego i wszystkich, na których mu zależy. Z pomocą Florence musi odkryć, kto za tym wszystkim stoi – i co wspólnego ma z jego utraconymi wspomnieniami.
W cieniu czai się tajemnica sprzed dziesięcioleci, a ci, którzy zrobią wszystko, by prawda nigdy nie ujrzała światła dziennego, mają naprawdę wiele do stracenia.


Autor na początku książki przypomina nieco najważniejsze sytuacje, jakie spotkały naszych bohaterów w poprzednim tomie, dzięki czemu nieco łatwiej przypomnieć sobie ich historię. Ponownie zagłębiamy się w tematy związane z utratą pamięci. Portrety psychologiczne postaci to tutaj istny majstersztyk — idealnie dopracowane i naprawdę można wejść w ich głowy. Historia jest wielowątkowa, więc warto skupić się, by czegoś nie przeoczyć. Autor powoli rozwija także wątki rozpoczęte w poprzedniej części. Trochę nam wyjaśnia i uchyla rąbka tajemnicy. Krótkie rozdziały sprawiają, że książkę czyta się błyskawicznie. Znajdziecie w niej obszerne opisy, ale napisane są a tyle dobrze, że nie nudzą.


Uwielbiam skandynawskie thrillery, a Układanka idealnie wpasowuje się w ten gatunek. Henrik Fexeus to ekspert w dziedzinie psychologii, gwiazda szwedzkiej telewizji, która „czyta w myślach”. Uczy innych, jak rozumieć i manipulować ludzkim zachowaniem za pomocą mowy ciała i perswazji. I właśnie to dostajemy w jego książce. Ukazuje, jak łatwo manipulować czyimiś wspomnieniami. Mąci w głowie czytelnikowi, sprawiając, że tak naprawdę nie wiemy, komu możemy zaufać, kim jest ten zły i czy na pewno jest on tym złym. Układanka trzyma poziom Zwierzęcia ofiarnego. Naprawdę podoba mi się ta seria i nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Jeśli lubicie mroczne i niejednoznaczne historie, to ta powinna przypaść Wam do gustu. Fani thrillerów i kryminałów odnajdą się w niej dosyć szybko.


Ilość stron: 429
Wydawnictwo: Czarna owca

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca :)















[1016] Recenzja: Świat jest teatrem – Remigiusz Mróz

0 | Skomentuj

„Mądremu nie musisz nic tłumaczyć, a głupiego i tak nie przekonasz”, czyli drugi tom Raportu.


Świat jest teatrem to drugi tom serii wydanej w tamtym roku przez jednego z najpłodniejszych polskich autorów — Remigiusza Mroza. Zabiera on nas w świat dziennikarzy i ich codziennej pracy. Myślę, że warto czytać tę serię chronologicznie, ponieważ wracają w tej części bohaterowie Piekło jest puste.


Z dachu jednego z budynków w warszawskim Śródmieściu, skacze kobieta, która nie miała żadnego powodu, by odebrać sobie życie. Służby nie podejrzewają przestępczego działania, dziennikarze wprost przeciwnie. Ofiara była bowiem bratanicą zmarłej reporterki, która jako jedyna znała prawdę na temat tajemniczej postaci – Boreasza.

Ekipa „Raportu NSI” rozpoczyna dziennikarskie śledztwo i odkrywa, że zmarła dziennikarka zostawiła serię zakodowanych wiadomości, prowadzących do rozwiązania tajemnicy. Rozpoczyna się wyścig z czasem, w którym reporterzy śledczy muszą wyprzedzić śmierć.


Sam opis zwiastuje nam już ciekawą historię, pełną niewiadomych. Od samego początku akcja jest dynamiczna — z jednego z warszawskich budynków skacze kobieta. Policja uznaje to za samobójstwo, ale dziennikarze Raportu NSI nie dają za wygraną i postanawiają na własną rękę odkryć prawdę. Szczególnie że zmarła była rodziną Patrycji Dobskiej, która przepłaciła życiem swoją wiedzę o pewnej tajemniczej postaci. Na przestrzeni tych dwóch tomów możemy zaobserwować, jak nasi bohaterowie coraz lepiej ze sobą współpracują — stali się zżyci. Postacie są wyraziste, mają swoje problemy i cały bagaż emocjonalny, który tylko czeka, aby wybuchnąć. Zmuszeni do współpracy stanowią ciekawy obraz relacji międzyludzkich.


To ciekawe zagranie — rozwiązywać zagadkę kryminalną patrząc ze strony dziennikarza śledczego. Możemy poznać tajniki takiej pracy i poczuć się nieco jak detektyw. Mróz nie odkrywa wszystkich kart naraz — buduje napięcie i owija tajemnicą postać Boreasza. Umiejętnie manipuluje czytelnikiem, rzucając mu nowe tropy (nie zawsze są one trafne). Powoli zaczynamy łączyć kropki, by dojść do prezentowanego rozwiązania. Po takim zakończeniu jestem ciekawa kolejnego tomu i mam nadzieję, że będzie on trzymać poziom swoich poprzedników. Jeśli lubcie serię z Chyłką to myślę, że Świat jest teatrem również przypadnie wam do gustu. Tytuł świetnie pasuje do tej fabuły. Czytając ją, dowiesz się, kto rozdaje role ofiarom.


Ilość stron: 496

Wydawnictwo: Czwarta Strona


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona :)



[1015] Recenzja: Czy to Eva jest złodziejką? – Como Delaurean

0 | Skomentuj

„Mamy szesnaście wskazówek, czterdzieści tysięcy siedemdziesięciu dziecięciu podejrzanych. To śledztwo na wielką skalę...”, czyli zagadka kryminalna na miarę Arsene Lupina.


Czy Eva jest złodziejką? to nie jest typowa książka. To zagadka kryminalna z 40 079 podejrzanymi i tylko jednym sprawcą. Uwielbiam sięgać po takie pozycje, dlatego nie wahałam się przed lekturą tej historii.

Odkryj zupełnie nowy gatunek zagadek kryminalnych! Sprawdź swoją spostrzegawczość, umiejętność logicznego myślenia i dedukcji. W tym niezwykle angażującym śledztwie każdy szczegół może mieć znaczenie.
W Zamku Noxbridge, siedzibie muzeum miliardera Henry’ego Blythewooda, do­szło do włamania. Bezcenne klejnoty zniknęły w ciągu jednej nocy. Ostatnią osobą, która przebywała na miejscu w noc kradzieży, była Eva, asystentka kustosza. Natychmiast pada na nią podejrzenie... ale Eva utrzymuje, że jest niewinna.
Czy potrafisz oddzielić prawdę od fikcji i zidentyfiko­wać sprawcę?
Poza Evą, Interpol dostarczył listę 40 079 podejrzanych, z których każdy mógł zorganizować włamanie. Twoim zadaniem będzie zidentyfikowanie złodzieja poprzez skreślenie 40 078 niewinnych z listy przy pomocy szes­nastu wskazówek.


Como Delaurean stworzyła zagadkę, którą rozwiążemy za pomocą 16 wskazówek. Większość tej książki zajmują imiona podejrzanych rozpisane na dwadzieścia list. 40 079 imion, a tylko jedno jest rozwiązaniem. Wcale nie jest to takie łatwe, jak może się początkowo wydawać. Sama ilość podejrzanych jest tak duża, że zanim zaczniemy ich eliminować to minie kilka godzin. To naprawdę świetna zabawa, która wymaga od czytelnika myślenia, ponieważ każda wskazówka ma znacznie. Musimy je łączyć i uważnie czytać oraz umiejętnie dobierać osoby do skreślania z listy.


Sama ilość imion może przytłaczać, ale myślę, że jest do ogarnięcia. Fani zagadek i łamigłówek kryminalnych na pewno się nie zawiodą. Całość jest angażująca i stanowi ciekawą odskocznię od typowych książek. Zapewni wam także kilka godzin rozrywki. Można także grać w kilka osób, wtedy szybciej rozwiążecie zagadkę. Czy Eva jest złodziejką? to ciekawa pozycja, która pobudza myślenie i pozwala oderwać się od problemów życia codziennego.



Ilość stron: 206
Wydawnictwo: W.A.B.


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu W.A.B.  ;)

[1014] Recenzja: Mąż, którego zabiła – Mina Sakurai

0 | Skomentuj

„Straciłam wszystko, co miałam do tej pory”, czyli demony z przeszłości w natarciu.


Mina Sakurai ma na swoim koncie kilka książek, została wyróżniona również Nagrodą Doskonałości podczas Japan Media Arts Festival w 2021 roku. Mąż, którego zabiła to jej pierwsza książka przetłumaczona na język polski. Wielokrotnie podkreślam, że uwielbiam literaturę azjatycką, dlatego z wielką ochotą rozpoczęłam lekturę.


Mana Suzukura wiedzie spokojne życie w Tokio. Ma pracę, mieszkanie i wreszcie poczucie kontroli nad własnym losem. Przeszłość, od której uciekła, miała pozostać na zawsze pogrzebana. Razem z mężczyzną, który ją zniszczył.

Gdy jednak w jej życiu pojawia się natarczywy współpracownik, a chwilę później pod drzwiami staje mąż, którego uważała za martwego, świat Many rozpada się na nowo.

Kazuki twierdzi, że przeżył wypadek, stracił pamięć i chce zacząć od początku. Jest uprzejmy, troskliwy… zupełnie niepodobny do brutalnego człowieka, którego Mana pamięta.

Czy amnezja naprawdę może zmienić człowieka?

A może to tylko kolejna forma manipulacji?

I jak to możliwe, że mąż, którego zabiła, powrócił?


Sam opis zwiastuje ciekawy thriller i pomysł na książkę był naprawdę oryginalny. Nasza główna bohaterka mieszka w Tokio i próbuje zapomnieć o bolesnej przeszłości. Pięć lat temu zepchnęła męża z klifu, jednak gdy ten pojawia się przed nią żywy, spokojne życie Many rozpada się. Powrót męża, który był dla niej oprawcą, budzi pogrzebane demony. Autorka nie ujawnia zbyt szybko przeszłości głównej bohaterki. Stopniowo odkrywamy ją kawałek po kawałku. Mina Sakurai uwielbia zwroty akcji i nieprawdopodobne zbiegi wydarzeń, ale ich nadmiar z biegiem historii zaczyna nieco męczyć.


Mąż, którego zabiła to książka pełna trudnych tematów od zaniedbań ze strony rodziców poprzez prostytucję aż do znęcania się nad innymi. Akcja nie pędzi tutaj niczym rollercoaster — to raczej spokojna, melancholijna opowieść ze sporym wątkiem obyczajowym. Autorka kreuje tajemniczy klimat — nie wiemy, z czym za chwilę wyskoczy. Manipulacje wylewają się z każdej kolejne strony, a strach towarzyszy do samego końca. Jest to dosyć specyficzna książka, która na pewno nie wszystkim przypadnie do gustu. Sama do końca nie wiem, czy mi się podobała. Miejscami sam styl był chaotyczny i język jakiś dziwny. Autorka chyba za wiele rzeczy chciała wpleść w fabułę, co nie wyszło jej na dobre. Całość nie jest zbyt długa i szybko się ją czyta.



Ilość stron: 214

Wydawnictwo: Czwarta Strona


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona :)


© Mrs Black | WS X X X