[155] Recenzja: Noc, kiedy umarła – Jenny Blackhurst

0 | Skomentuj

„Nie pozwól, by ktokolwiek mówił Ci, ile jesteś warta. Sama musisz to odkryć”, czyli thriller psychologiczny Jenny Blackhurst.


Noc, kiedy umarła to thriller Jenny Blackhurst i moje pierwsze spotkanie z autorką, która na swoim koncie ma już kilka powieści. Z serią thrillerów psychologicznych wydawnictwa Albatros spotkałam się przy okazji Za zamkniętymi drzwiami, Zabójca z sąsiedztwa czy też Dziewczyny, które zabiły Chloe i jak na razie żadna z tych książek mnie nie zaskoczyła czymś nowym. Czy z Noc, kiedy umarła będzie podobnie?

Tej nocy stała na klifie i patrzyła w dół, na fale tak jak dziesiątki razy wcześniej. Ale tym razem było inaczej – miała na sobie suknię ślubną, na rozwianych blond włosach welon i… tym razem skoczyła. Świadkowie stali na tyle blisko, że wszystko widzieli, nie zdążyli jednak jej zatrzymać. Policja prowadziła poszukiwania – bez skutku. Evie Bradley przepadła, a jej ciało zmyły fale morza. I tylko jedna osoba wie dlaczego. Jej najlepsza przyjaciółka, Rebecca. Miesiąc po tej tragedii zdruzgotana Rebecca dostaje wiadomość: Mogłaś mnie uratować. Ale umarli nie mówią ani nie piszą… Kto więc wciąga Rebeccę i męża Evie, Richarda, w chorą grę oskarżeń i iluzji? I, na litość boską dlaczego?


Autorka swoim stylem przypomina mi B. A. Paris, która nawet napisała polecajkę o książce, że jest to „wyjątkowy thriller z porażającym zakończeniem”. Fani mrocznych thrillerów podobno będą zachwyceni. Cóż, jako fanka thrillerów i osoba, która czyta ich bardzo dużo, muszę przyznać, że do zachwytu mi daleko. Jeśli szukacie lektury na jeden wieczór, która nie będzie wymagała większego zaangażowania z waszej strony to Noc, kiedy umarła będzie dobrą lekturą. Natomiast jeśli tak jak ja jesteś osobą, która pochłania thrillery to raczej książka Blackhurst Cię nie zachwyci.


Praktycznie od samego początku wiemy, jak ta historia się skończy. Rodzinnych tajemnic owszem jest wiele, ale kiedy jedna się wyjaśni, to autorka wrzuca kolejne. Do pewnego momentu jest to do przełknięcia, ale im więcej takich zagrań tym zaczyna to irytować. Im dalej tym autorka coraz więcej zdradza, psując tym samym zakończenie. Bohaterowie są nijacy i zupełnie im nie kibicowałam.


Noc, kiedy umarła to thriller dla osób, które albo dopiero zaczynają przygodę z tym gatunkiem, albo dla tych, którzy nie czytają takich książek. Dla reszty będzie to mdła, pozbawiona zaskoczenia i momentami irytująca książka. Jedna z tych książek, które się przeczytało i szybko się o niej zapomni.



Ilość stron: 414
Wydawnictwo: Albatros


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Albatros ;)


Za możliwość przeczytania tej książki przedpremierowo dziękuję wydawnictwu Albatros ;)


[154] Przedpremierowa recenzja: Skrzynia ofiarna – Martin Stewart

0 | Skomentuj
„Nigdy nie wracaj do skrzyni samotnie. Nigdy nie otwieraj jej po zmroku. Nigdy nie zabieraj z niej swojej ofiary”, czyli trzymający w napięciu thriller paranormalny.

Skrzynia ofiarna to paranormalny thriller, który swoim klimatem przyciągnie fanów Stranger Things czy też Dark. Uwielbiam takie klimaty i często oglądam seriale i czytam książki o podobnej tematyce. Jestem także wielką fanką serialu Supernatural i uwielbiam wszystko, co paranormalne.

Lato 1982. Piątka przyjaciół postanawia połączyć więzy i już na zawsze zostać najlepszymi przyjaciółmi. Składają ofiary i przyrzekają, że nigdy nie wrócą do skrzyni samotnie, nie będą otwierać jej po zmroku, a także, że nie nie zabiorą z niej swojej ofiary. Cztery lata później z ich przyjaźni niewiele zostało. Krwawe wypadki ponownie łączą ze sobą dawnych przyjaciół. Okazuje się, że jedno z nich złamało przysięgę. Kto i dlaczego? Jakie będą konsekwencje złamanego przyrzeczenia?


Stewart stworzył trzymający w napięciu thriller z domieszką horroru. Pojawiają się także wątki paranormalne. Skrzynia ofiarna to także świetne ukazane postacie: ich historia, charaktery i motywy. Pokazuje, jak wielką moc może mieć przyjaźń nawet ta z pozoru niemożliwa. Nie brak tutaj także wątku romansowego, ale jest on tak delikatnie naznaczony, że zupełnie nie przeszkadza w historii.


Wydarzenia śledzimy z różnych perspektyw: teraźniejszość, czyli Sep i jego przyjaciele próbujący walczyć ze skrzynią oraz przeszłość – rok 1982, kiedy to nasi bohaterowie składają ofiarę, a także rok 1941, kiedy inna grupa przyjaciół składa swoje ofiary.

To, co mnie urzekło w tej książce to na pewno mroczny klimat i niebanalni bohaterowie, którzy mimo wszystko walczą wspólnie. Jeśli lubicie Stranger Things to na pewno Skrzynia ofiarna wam się spodoba. Sep, Lamb, Arkle, Hadley i Mack niczym Mike, Dustin, Will, Lucas i Jedenastka walczą z ciemnymi mocami.


Fantastycznie napisana, pełna mrocznych momentów historia sprawia, że czytelnik nie spocznie, póki jej nie skończy. Autor ma lekkie pióro, dzięki czemu książkę czyta się błyskawicznie, a historia wciąga od pierwszej strony.



Ilość stron: 399
Wydawnictwo: YA (Grupa Wydawnicza Foskal)
Premiera: 18 września 2019 r.



Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu YA (Grupa Wydawnicza Foskal) ;)

Zajrzyjcie na mój Instagram oraz na Instagram wydawnictwa YA :)

[2760] Nowy post: Po prostu Gaara

0 | Skomentuj

Sayuri Shirai przedstawia Gosposia – rozdział 47.

— Chętnych mamy aż za dużo — oznajmił Kira. — Naprawdę dużo osób chciałoby spróbować, ale… — Zawahał się. — Nie wydaje mi się, żeby zmiany rotacyjne byłyby dobre. Wiem, że jest źle, że dużo osób potrzebuje tej pracy, ale nie może być tak, że klienci mają gorszą obsługę w sklepie A.

Kategoria: Fanfiction, Naruto, Zbiory Opowiadań

[153] Przedpremierowa recenzja: Wyrok – Remigiusz Mróz

0 | Skomentuj

„Przekonała się, jak szybko upływa czas, dopiero gdy ten zaczął jej się kończyć”, czyli wybuchowy, emocjonalny i dynamiczny dziesiąty tom Chyłki.


Recenzja bez spoilerów, więc możesz czytać spokojnie... chyba. Wyrok to najbardziej wyczekiwana przeze mnie wrześniowa premiera i zarazem dziesiąty tom Chyłki. Jak wiecie Mróz słynie z cliffhangerowych zakończeń. Po Wyroku czytelnik musi przetworzyć jeszcze raz akcję tego tomu, gdyż dzieje się tam tyle, że nie sposób to ogarnąć za pierwszy razem.

Po zdanym egzaminie adwokackim świeżo upieczony mecenas Oryński ma zastąpić Chyłkę jako główna siła napędowa kancelarii Żelazny & McVay. Pierwsza sprawa, jaką poprowadzi, niechybnie zaważy na całej jego przyszłości zawodowej. Kordian nie ma jednak żadnego wyboru – zostaje zmuszony przez Piotra Langera, by podjąć się obrony pewnego chłopaka w Poznaniu. Co ich łączy? I dlaczego Langerowi tak zależy na jego obronie? Siedemnastolatek oskarżony jest o wyjątkowo krwawe zabójstwo dwóch kolegów ze szkoły, które łudząco przypomina sposób działania Sadysty z Mokotowa. Nie ma alibi, plącze się w zeznaniach, a dowody przemawiają przeciwko niemu. Nawet Chyłka jest przekonana, że tej sprawy nie da się wygrać…


Na każdą nową część Chyłki czekam z niecierpliwością, ponieważ jestem fanką tego cyklu. Jesień w tym roku obfituje w dużą ilość Chyłki i Zordona: dostaliśmy Wyrok, a w listopadzie drugi sezon serialu, który skupi się na wydarzeniach z Kasacji.


Wyrok to akcja, akcja i jeszcze raz akcja. Tutaj nawet na moment nie zwalnia i wystarczy chwila, aby wszystko się zmieniło i... popsuło. To chyba najbardziej zwariowany tom ze wszystkich. A koniec jest prawdziwym ciosem dla fanów. Ja jednak głęboko wierzę, że ostatnie zdanie Wyroku jest kłamstwem. Nie można zostawiać czytelnika z takim zakończeniem. Jak teraz mamy wytrzymać do marca?

Relacja Chyłki i Zordono to złoto. Przez te kilka tomów budowali ją zawzięcie, aby teraz być razem. Możecie spodziewać się kilku chwytających serce wyznań (szczególnie to Kordiana – ci, którzy już przeczytali Wyrok, będą wiedzieli, o którym mówię, a reszcie nie będę spoilerować). Bohaterowie ciągle pokonują przeciwności losu i idą naprzód. Bardzo wyraźnie widać jaką drogę przeszli od pierwszego tomu. Chyłka nadal jest Chyłką, która w tym tomie zagłębia się w żarty i suchary. Oj, chyba za dużo siedzisz w Internecie, Chyłka. Natomiast Kordian nareszcie jest mecenasem. Gratulacje! Chyba wszyscy na to czekaliśmy.


Wyrok to tom, w którym sprawa kończy się w połowie książki, a dalej mamy rollercoaster emocjonalny. Melisa na pewno by pomogła. Szaleńcze tempo i Piotr Langer, który ponownie pokazuje, na co go stać. Nie mogę się doczekać kolejnej części, która pewnie w marcu, a do tego czasu przeczytam Wyrok jeszcze raz, aby na spokojnie przetrawić wszystko, co nam Mróz zaserwował.


Na koniec kilka smaczków:

„- No więc? - ponagliła go. - Mów, bo powoli zaczynam się czuć przy tobie jak ogórek w towarzystwie śmietany.
- Hm?
- Mizernie.”

„- Tej - odezwała się Chyłka. - Jak cię zwą?
- Słucham?
- Pytam, jak ci na imię, hekso.
Oryński szturchnął lekko Joannę.
- Co ty robisz? - szepnął.
- Gadam po poznańsku. Przygotowałam się.
- Chyba niespecjalnie dobrze ci to idzie.
Uniosła brwi i cofnęła się, jakby właśnie ją czymś obraził.
- Pyra, wuchta, Kolejorz, tej!
- Jezus Maria, wyjść gdzieś z tobą...”


„- Czyli...jak to mówicie...

Imienny partner urwał, licząc na to, że rozmówca dokończy.
- No, można odwołać sprzątaczkę, tak? - dodał Artur. - Oryński wyczyścił.”



Ilość stron: 537
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Premiera: 18 września 2019 r.




Za możliwość przeczytania tej książki przedpremierowo dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona :) A gadżety są fantastyczne ;)







Zapraszam na mój Instagram oraz Instagram Czwartej Strony, a także na Instagram Czwartej Strony Kryminału.

[152] Recenzja: Białe kłamstwa – Piotr Borlik

0 | Skomentuj

„Musiałaś sama na to wpaść. Rozwiązanie podane na tacy nie wywołałoby odpowiedniego szoku”, czyli wielki finał trylogii, która zachwyca w każdym calu.


Białe kłamstwa to już finał trylogii, która od pierwszego tomu mnie zachwyciła. Prawa do ekranizacji zostały sprzedane i wkrótce ujrzymy Agatę i Artura na małym ekranie. Nie mogę się doczekać i mam nadzieję, że aktorzy podołają bohaterom. Piotr Borlik obiecał, że będzie walczył o dobre imię Agaty i Artura, więc jestem spokojna.

Po zabójstwie ważnego świadka w śledztwie po serii makabrycznych morderstw w Gdańsku, gdyńskiego biznesmena Jacka Biernata, mężczyzny wyjątkowo bliskiego komisarz Agacie Stec, niespodziewanie to ona nagle znajduje się w kręgu podejrzeń i mimo braku przekonujących dowodów trafia do aresztu. Bez środków na zapłacenie absurdalnie wysokiej kaucji ustanowionej przez prokuratora, zmuszona jest przyjąć pomoc brata, znanego psychologa Artura Kamińskiego. Rola, jaką specjalizujący się w pracy z psychopatami Kamiński odgrywa w ostatnich wydarzeniach, jest coraz bardziej podejrzana. Stec postanawia podjąć jego niebezpieczną grę, by wymierzyć mu sprawiedliwość. W pewnym momencie zdaje sobie jednak sprawę, że nieświadomie z łowcy stała się zwierzyną. Nie wie, o jaką stawkę toczy się gra, nie wie też, czyje tajemnice są motorem zdarzeń.

Co mnie najbardziej urzekło w tej trylogii? Zdecydowanie artystyczność zbrodni – sposób, w jaki zostały ukazane. Porównywałam je do serialu Hannibal z Mads Mikkelsenem i Hugh Dancy w rolach głównych. Hannibal obfituje w widowiskowe, intrygujące i przerażające miejsca zbrodni, czyli podobnie jak w trylogii Borlika. Takie zbrodnie przyciągają uwagę czytelnika, który lubi się bać i chce poczuć dreszczyk emocji.


Napięcie jest tutaj obecne od pierwszych stron aż do samego końca. Nie odłożysz, póki nie dowiesz się, o co w tym wszystkim chodzi. Wielki finał, więc musiało dojść do konfrontacji, na którą czekaliśmy. Ostatni tom to nadal mroczny kryminał i zawiera wszystko, co powinien zawierać dobry kryminał. Z zapartym tchem śledziłam historię Agaty i Artura i muszę przyznać, że Borlik zachwyca w każdym calu. Białe kłamstwa to już ostatni tom, a z chęcią przeczytałabym jeszcze kilka części. 

Borlik stworzył nietuzinkowych bohaterów. Artur, mój ulubiony bohater, w Białych kłamstwach odsłania karty i motywy, które nim kierowały. Jest to chyba jeden z najbardziej intrygujących bohaterów, z jakimi spotkałam się podczas czytania wielu kryminałów. Jego metody wzbudzają sprzeciw, ale mimo to jest postacią niezwykle ciekawą. Agata nadal silna i twarda kobieta, która nie boi się wyzwań i lubi stawiać na swoim. Mocny charakter, który nie ma w życiu łatwo.



Skomplikowane intrygi, kłamstwa, manipulacje, artystyczne zbrodnie i fantastycznie napisani bohaterowie. Czego chcieć więcej? Jeśli jeszcze nie znacie tej trylogii, to nie zwlekajcie i jak najszybciej zapoznajcie się z nią, zanim zostanie przeniesiona na mały ekran. 

Warto poświęć także chwilę okładkom. W całości tworzą artystyczne zdjęcie. Mistrzostwo! Mam nadzieję, że autor wkrótce wymyśli kolejną tak dobrą historię. Dużo weny życzę!



Ilość stron: 447
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Prószyński i S-ka ;)


[151] Recenzja: Toxyczne dziewczyny – Rory Power

0 | Skomentuj

„Nie wiem, dokąd zmierzamy. Nie wiem, co będzie dalej”, czyli jak bardzo można nie dopracować książkę.


Toxyczne dziewczyny to historia, która za granicą robiła furorę. Teraz przyszedł czas na Polskę. Z tego, co widziałam, książka nie jest u nas jakimś większym fenomenem i nie ma tak wielkiego zachwytu nad nią. Nastawiałam się na dobrą lekturę, ale nie do końca to dostałam. Uważam, że Toxyczne dziewczyny nie są powieścią, która wywoła wielki bum.

Minęło osiemnaście miesięcy, odkąd na szkołę dla dziewcząt Raxter nałożono kwarantannę, od kiedy Tox pogrążył wyspę i wywrócił życie Hetty do góry nogami. Zaczęło się powoli. Z początku zaczęli umierać nauczyciele. Potem Tox przeniósł się na uczennice, wykręcając i zmieniając ich ciała. Teraz, odcięte od reszty świata i pozostawione same sobie na wyspie, dziewczyny nie wychodzą poza ogrodzenie szkoły. Tox zmienił lasy w dzikie i niebezpieczne, a dziewczyny czekają na lekarstwo, które obiecano im dostarczyć. Tox przenika do wszystkiego. Kiedy Byatt znika, Hetty robi wszystko, by ją odnaleźć, nawet jeśli oznacza to złamanie kwarantanny i walkę z potwornościami czającymi się za ogrodzeniem. Gdy się tego podejmuje, odkrywa, że w historii Raxter kryje się znacznie więcej, niż mogłaby kiedykolwiek przypuszczać.


Akcja rozwija się powoli, co może nudzić niektórych czytelników. Toxyczne dziewczyny to głównie oryginalna fabuła, która swoją odmiennością może zaciekawić. Tajemniczy Tox, zaginięcie i klaustrofobiczna przestrzeń to wielkie plusy tej historii. Zakończenie to największy minus tej książki. Autorka pozostawiła nas z otwartym zakończeniem, nie kończąc praktycznie nic. Może zwiastuje to kolejne tomy, ale niezakończone wątki psują obraz całości i uważam, że gdyby autorka spięła wszystko w jednym tomie, to wyszłoby to o wiele lepiej.


Język może nie jest lekki, ale w miarę czytania można się przyzwyczaić i nie sprawia trudności. Relacje pomiędzy bohaterami też nie do końca autorce wyszły. Chyba najlepszym słowem obrazującym całą książkę będzie niedopracowanie. Bohaterowie zachowują się czasami irracjonalnie i nie wiadomo skąd to wynika. Nie możemy ich poznać i dowiedzieć się o motywach, którymi się kierują. To wszystko wygląda jakby autorka spieszyła się pisząc Toxyczne dziewczyny. Niedopracowanie pojawia się we wszystkich aspektach tej książki: w fabule, w bohaterach. Jest debiut autorki, więc takie rzeczy mogą się pojawiać, ale mam nadzieję, że kolejne historie autorka dopracuje w każdym możliwym calu.


Najbardziej irytuje mnie zakończenie i wymyślanie przez Power rzeczy na szybko (ni stąd, ni zowąd wyskakuje z faktami, które powinna zaznaczyć na samym początku; jakby dopiero teraz jej się przypominało, bo będzie idealnie pasować do rozgrywanej w danym momencie akcji). Rory Power nie skończyła tej książki i o ile nie będzie kontynuacji to Toxyczne dziewczyny są pozbawione zakończenia, które było chyba pisane na szybko i tylko po to, aby skończyć już tę historię. Pomysł na fabułę był, gorzej z wykonaniem. Nie jest to bardzo zła książka, ale zachwycać się nią nie będę. Rozczarowałam się troszeczkę.



Ilość stron: 297
Wydawnictwo: NieZwykłe


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu NieZwykłemu ;)


[150] Recenzja: Dożywocie – Marta Kisiel

0 | Skomentuj

„Słuchaj, cholero, moja cierpliwość to nie Schengen, ma swoje granice”, czyli niezwykle zabawna historia z elementami fantastyki.


Dożywocie to moje pierwsze spotkanie z Martą Kisiel i już mogę powiedzieć, że polubiłam autorkę. Dożywocie rozpoczyna serię o tym samym tytule.

Pewnego dnia Konrad Romańczuk dziedziczy dom. Świetnie się składa, bo pomoże mu to ułożyć sobie życie i uniknąć niewygodnego związku. Z chęcią przyjmuje spadek, a dopiero później sprawdza, co dokładnie odziedziczył. A otrzymał gotycką willę – tyle że w pakiecie z grupą bardzo charakterystycznych bohaterów. Co więcej, w tomie znalazło się najnowsze opowiadanie Marty Kisiel Szaławiła. Dowiedz się, co działo się z Lichotką pomiędzy Dożywociem a Siłą niższą!

Od pierwszych stron podobał mi się sposób narracji. Pełno w niej humoru i sarkazmu. Ostatnio tak uśmiałam się przy Zbrodni po irlandzku Aleksandry Rumin. 

Autorka stworzyła galerię barwnych i niecodziennych postaci. Przed państwem Anioł Stróż, który ma na imię Licho i posiada manię sprzątania, a do tego może Ci zapewnić zasięg w telefonie i super szybki Internet na zawołanie. Anioł ma alegorię (o ironio!) na pierze. Następny bohater nazywa się Krakers i jest dwustuletnim widmem, który w przeszłości popełnił samobójstwo, teraz niczym Marta Gessler serwuje wyśmienite posiłki. To nie koniec. Mamy jeszcze poetę Szczęsnego, który ułoży Wam piękne wiersze. A na przyszłość lepiej nie zaglądajcie do łazienki, gdzie możecie natknąć się na cztery utopce. Nie zapominajmy także o Zmorze, kotce, która potrafi pokazać pazurki.

Dożywocie to lekka i przyjemna lektura, podczas której uśmiech nie schodzi z twarzy. Bohaterowie są pokręceni (ale w dobrym znaczeniu tego słowa) i nietuzinkowi. Ironia goni ironię na zmianę z absurdem. Jestem oczarowana językiem i obecnym dowcipem. Autorce wyszło to niesamowicie i jestem pod wielkim wrażeniem, a bohaterowie skradli moją sympatię. Książka idealna na relaks. Dla mnie była przyjemną odskocznią od kryminałów i thrillerów, które czytam na co dzień. Bawiłam się wybornie! Autorka rozbudziła we mnie tak wielką ciekawość, że na pewno sięgnę po kolejne tomy.


Alleluja! Apsik!


Ilość stron: 412
Wydawnictwo: Uroboros



Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Uroboros ;)


Zajrzyjcie na mój profil na Instagramie oraz na profil wydawnictwa Uroboros ;)

[149] Przedpremierowa recenzja: Efekt Susan – Peter Høeg

0 | Skomentuj

„Gdzieś głęboko w nas są inni ludzie”, czyli futurystyczny obraz świata.


Efekt Susan to futurystyczny thriller, który po lekturze skłania do zastanowienie się nad przyszłością naszego świata.

Susan Svendsen ma wyjątkowy dar – jest ekspertem w skłanianiu ludzi do odkrywania przed nią swoich tajemnic. Podczas zwykłej rozmowy z nią wszyscy nieświadomie zaczynają wyjawiać najskrytsze myśli i sekrety. Susan wykorzystywała to przez całe życie, lecz teraz, kiedy jej i całej jej rodzinie grozi więzienie, ten niezwykły talent staje się ostatnią deską ratunku.


Oferta tajemniczego urzędnika państwowego brzmi jasno: żeby uratować rodzinę, Susan musi odnaleźć byłych członków ściśle tajnej Komisji Przyszłości i dowiedzieć się, co zawierał jej ostatni raport. Okazuje się jednak, że ktoś bardzo potężny nie chce, aby ten raport kiedykolwiek został ujawniony. Uzbrojona w swoją wiedzę, szalone pomysły i niezwykły dar, Susan rozpoczyna nierówną walkę, w której stawka jest o wiele wyższa, niż przyszłość jej rodziny.


Początkowe rozdziały książki są strasznie zagmatwane i jakoś nie mogłam się wciągnąć w lekturę, ale im dalej, tym lepiej. Główna bohaterka denerwowała mnie już od pierwszych stron i aż do końca nie polubiłyśmy się. Susan jest także narratorem tej historii, co wielokrotnie mnie irytowało. Po opornym początku historia nabiera szybkości i już nie sposób się nudzić. Zaskakujące zwroty akcji, nietuzinkowi bohaterowie i wyjątkowy dar Susan, której ludzie spowiadają się z najpilniejszych tajemnic. Ten dar jest zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem.

Książka prezentuje motyw rodziny idealnej. Mówi się, że z rodziną wychodzi się na najlepiej tylko na zdjęciach. Tutaj jest podobnie. Z pozoru idealna rodzina zmaga się z wieloma problemami – syn Susan podejrzany jest o przemyt antyków, a córka uciekła z kapłanem ze świątyni w Kolkacie, natomiast Laban (mąż Susan) wyjechał do Goa z córką maharadży. Na dodatek sama Susan znajduje się w więzieniu. Dlaczego? Oskarżono ją o próbę zabójstwa swojego kochanka. Jak widzicie rodzinka idealna.


Oryginalna fabuła i skomplikowane wątki przyciągają czytelnika. Nie zrażajcie się kiepskim początkiem i dajcie jej szansę. Im dalej tym akcja nabiera rozpędu. Dla wielbicieli thrillerów, a także kryminałów i sensacji będzie, może nie genialną, ale dobrą lekturą. Myślę, że Efekt Susan będzie miał tyle samo dobrych co i złych opinii.



Ilość stron: 408 (egzemplarz recenzyjny)
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Premiera: 17 września 2019 r.



Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka ;)

Zajrzyjcie na mój Instagram oraz na Instagram Zysk i S-ka.

[2759] Nowy post: Los jest w rękach przeznaczenia

0 | Skomentuj

SBlackLady przedstawia 58 cz. 1

Otworzyła powoli drzwi, jakby bojąc się, że coś na nią wyskoczy. Wprawdzie nadal była to ulica Pokątna, ale to miejsce miało w sobie jakąś dziwną energię.
– ...była u mnie Druella Black i stara Rosier. – Usłyszała głos przyjaciółki i uniosła rękę, żeby zapukać w drzwi, ale się zawahała. – Przyniosły wieści... Masz siostrę.
Katy otworzyła szeroko i oczy, i usta, i zasłoniła dłonią buzię, gdy niemal wyrwał jej się okrzyk zaskoczenia. Cichutko dała dwa małe kroczki do przodu i wychyliła się trochę, aby lepiej słyszeć.
– Jak ma na imię? – zapytał Bert lekkim tonem i Katherina przez chwilę miała wrażenie, że jest dosłownie jard od niej.
– Dafne.
– Pasuje – stwierdził i dostała gęsiej skórki, gdy usłyszała pełne nazwisko dziewczynki. – Dafne Greengrass... Ładnie brzmi.

Kategoria: Fanfiction, Harry Potter, Czasy Huncwotów

[1902] Nowy blog: Historyczna lekcja

0 | Skomentuj
Autor: Natalia

Tytuł: Historyczna lekcja

Status: Trwające


{kliknij, aby zobaczyć bloga}
Opis:   Blog historyczny opowiadający historie ciekawych kobiet tamtych czasów, tłumaczący legendy i mity takie jak to, że Elżbieta Batory, zamiast być krwawą hrabiną była ofiarą spisku.
© Mrs Black | WS X X X