Kayla Edwards to autorka bestsellerów USA Today i International. Popularność przyniosła jej seria Dom Diabłów. Miasto bogów i potworów otwiera właśnie ten cykl. Swoją przygodę z pisaniem rozpoczęła już w liceum.
Loren Calla zawsze była zwyczajna. Jako mieszkanka Angelthene, miasta wampirów, wilkołaków, czarownic i innych nadprzyrodzonych istot, starała się po prostu przetrwać. Zakładała, że jej życie pozostanie proste, przewidywalne i bezpieczne. Ale kiedy ledwo uniknęła porwania, a zamiast niej spotkało to jedną z jej przyjaciółek, Loren postanawia zrobić wszystko, by ją odnaleźć.
Jest nawet skłonna skorzystać z pomocy Dariena Cassela, przywódcy najbardziej bezwzględnego kręgu zabójców ciemności w mieście. Darien jest mroczny, niebezpieczny i tajemniczy, ale jest też jedyną szansą Loren na odnalezienie przyjaciółki żywej. Musi tylko uważać, by ten nieziemski Diabeł nie złamał jej serca. Co łatwiej powiedzieć niż zrobić.
Ona jest zwyczajną dziewczyną. On – brutalnym Mrokobójcą.
Miasto bogów i potworów to urban fantasy, gdzie mamy do czynienia z demonami, wampirami, wilkołakami, magami, a nawet aniołami. Tak dużo nadnaturalnych stworzeń dawno nie dostałam w jednej książce. Oczywiście mamy także normalnych ludzi. I tutaj trafiamy na naszą główną bohaterkę Loren — człowieka, którego wszyscy szukają. Z drugiej strony mamy Dariena, Diabła, który otrzymuje zlecenie na Loren. Jak to zazwyczaj bywa w takich historiach — Darien postanawia pomóc Loren. Autorka świetnie zbudowała świat — jest on obszerny, ale i dopracowany. Każda postać jest po coś, legendy fajnie uzupełniają akcję, a wątki im dalej tym coraz bardziej się przeplatają. Sam wątek romantyczny jest budowany powoli i jest on stereotypowy oraz nieco wymuszony.
Sama powieść to niezła cegiełka – liczy ona ponad 800 stron i jej przeczytanie zajmuję trochę czasu. Śmiało mogę stwierdzić, że przypomina mi trochę cykl Dary Anioła. I nie mogłam się oprzeć uczuciu, że gdzieś to już czytałam. Całość to taki miszmasz wielu popularnych książek fantasy. Głowna bohaterka mnie bardzo irytowała — słaba, ale jednocześnie musi być wyjątkowa. Darien to z kolei stereotypowy bad boy, który lituje się nad słabszą dziewczyną.
Minusem tej powieści jest jej objętość — spokojnie połowę można byłoby wyciąć i sama historia na tym by nie straciła. Jeśli kolejne tomy są podobnej długości, to szybko może się ona znudzić, ponieważ autorka nieco za bardzo rozwleka akcję. Jeśli lubcie historie w stylu Księżycowego Miasta czy też wspomnianych wcześniej Darów Anioła to Miasto bogów i potworów może przypaść Wam do gustu.
Ilość stron: 830
Wydawnictwo: Uroboros























































