[830] Recenzja: Geneza zła – Max Czornyj

1 | Skomentuj

„W miejscu, gdzie zjawia się śmierć, powinna być całkowita cisza”, czyli dwunaste spotkanie z Erykiem Deryło.



Geneza zła to już dwunasty tom z Komisarzem Erykiem Deryło. Przyznaję, że nie czytam tej serii chronologicznie. Nie czytałam także poprzedniego tomu, czyli Fatum. Jednak postanowiłam się skusić na Genezę zła (wiedząc, że na spokojnie na pewno uda mi się w niej połapać).



Komisarz Deryło poszukuje wytchnienia w ustroniu nad Bałtykiem. Jednak Zło nie spuszcza go z oczu.
Kilkadziesiąt kilometrów dalej dochodzi do potwornej zbrodni. Pewna kobieta zostaje zamordowana tak brutalnie, jakby sprawcą był prawdziwy diabeł.
Tymczasem w okolicy pojawia się tajemniczy badacz wiary w zjawiska paranormalne, a grupka dzieci rozpoczyna niezwykłą grę. Ponoć jej autorem jest sam szatan.
Deryło zostaje wplątany w wydarzenia, które zachwieją jego wszelkimi przekonaniami. Aby zrozumieć okrutną prawdę będzie musiał odkryć przerażającą genezę Zła.
Zła, z jakim do tej pory nigdy się nie spotkał. I które być może tkwi w nim samym.
Nieustanne zwroty akcji przyprawiają o zawrót głowy.



Nasz komisarz wyjeżdża na zasłużony urlop nad morzem, jednak zło podąża za nim i wkrótce zostaje poproszony o pomoc w rozwiązaniu makabrycznej zbrodni. Max Czornyj nie zawodzi, jeśli chodzi o wymyślanie zbrodni, które mrożą krew w żyłach. Tym razem by rozwiązać zagadkę, będziemy musieli się cofnąć w czasie o 10 lat, kiedy to kilku nastolatków grało w grę, która skończyła się masowym samobójstwem. Geneza zła to książka podobna do innych z tej serii. Historia jest budowana w podobny sposób. Autor próbuje zastąpić Haler nową bohaterką — Dimitris — i robi z niej kiepską kopię tej pierwszej.



Mam wrażenie, że ta seria jest już może trochę ciągnięta na siłę. Myślę, że Eryk Deryło zasłużył na emeryturę. Każda kolejna powieść staje się coraz bardziej przewidywalna (i, mimo że nie czytałam wszystkich to czuć, że autor wyrobił sobie pewien schemat). Geneza zła to nadal dobry kryminał, który potrafi zainteresować czytelnika. Jednak brakuje mi tego uczucia zaskoczenia, gdy kończyłam czytać inne książki Czornyja. Powieść czyta się szybko i nie wymaga ona większego zaangażowania ze strony czytelnika.



Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Filia Mroczna Strona



Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu FILIA ;)












[829] Recenzja: Y/N – Esther Yi

0 | Skomentuj

„Każde ludzkie ciało jest zdolne wyprodukować duszę, która rozstaje się z ciałem. Jednak czy ta dusza jest od ciała bardziej prawdziwa, czy fałszywa — na to Y/N nie zna odpowiedzi”, czyli surrealistyczna opowieść o miłości do idola.



Opis Y/N na tyle mnie zaciekawił, że postanowiłam jej dać szansę. Nie widziałam wcześniej recenzji tej książki ani nie widywałam jej w Internecie. Esther Yi to amerykańska autorka o koreańskim pochodzeniu. Aktualnie mieszka i pracuje w Niemczech. Jest to jej debiut literacki.



Kiedy wydaje się, że życie bohaterki nie przyniesie już niczego nowego, kobieta odkrywa Moona - gwiazdę K-popu. Monotonna praca copywrighterki, nudny związek, brak zainteresowań, wszystko to traci znaczenie w obliczu fascynacji nowym idolem.

Opętana nieopisaną żądzą, bezimienna narratorka zaczyna pisać fanfik o Y/N, w którym Czytelnik, wstawiając swoje imię, wchodzi w intymną relację z nieosiągalnym idolem.

Y/N wyrusza do Seulu by być bliżej swojego bożyszcza. Wiedziona impulsem narratorka, również leci do Korei, gdzie rzuca się w wir zabawy na koncertach swojego ulubieńca. Przeżywa fascynację hipnotyzującym tańcem Moona, chłonie transmisje telewizyjne z jego występów.

Wszystko zmienia się, gdy Moon niespodziewanie kończy karierę sceniczną przechodzi na emeryturę i znika z przestrzeni publicznej. W wyniku samonakręcającej się serii nieporozumień językowych i tożsamościowych trafia do głównej siedziby kafkowskiej firmy eventowej, która reprezentuje boys band. Wreszcie, przy udziale Moona, sztuka i prawdziwe życie zaczynają się zazębiać.





Na początku warto wyjaśnić, co kryje się pod tym tajemniczym tytułem. Fani wszelakich fanfiction na pewno wiedzą, o co chodzi. Y/N (z ang. Your Name — twoje imię) to zwrot wykorzystywany w opowiadaniach, polega on na wstawieniu własnego imienia do historii, aby czytelnik mógł poczuć się jakby to była historia o nim samym. Najczęściej występuje w formie paringach idol x czytelnik. I tak właśnie mamy w książki Esther Yi. Czytelnik może poczuć jakby to on sam występował w tej surrealistycznej opowieści o fanatycznej miłości.




To książka, która pozostawiła mnie jednocześnie zachwyconą, jak i zdegustowaną tym, co czytałam. Każda jej kolejna strona coraz bardziej przytłacza czytelnika. Nie jest to lektura na raz — zdecydowanie lepiej ją sobie dawkować. Wywołuje skrajne emocje od szczęścia po nienawiść. Całość wydaje się, jakby była napisana pod wpływem jakichś mocnych narkotyków. Opowiada o poszukiwaniu swojego miejsca w świcie oraz chorobliwym zainteresowaniu idolem, którego traktuje się niczym boga.




Y/N to niecodzienna książka, która na pewno nie wszystkim przypadnie do gustu. Jest specyficzna i ciężka w odbierze. Na pewno nie polecę jej wszystkim. Jeśli lubicie dziwne, surrealistyczne z nieco halucynacyjny klimatem opowiadania, które mieszają w głównie to Y/N powinna przypaść Wam do gustu. Książka zebrała wiele pozytywnych recenzji magazynów takich jak Vanity Fair, Time czy też The Guardian.


Ilość stron: 200

Wydawnictwo: Czarna Owca



Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca :)



















[828] Recenzja: Księga drzwi – Gareth Brown

0 | Skomentuj

„Świat jest podły i okropny, naprawdę go nie znoszę... Ale książki zawsze były dla mnie schronieniem [...]. Wolę książki od prawdziwego świata”, czyli książka o magicznych książkach.


Księga drzwi to debiut literacki Garetha Browna. Sam opis książki zwiastuje powieść fantasy z ciekawymi elementami podróży w czasie oraz motywem magicznych książek. Byłam ciekawa, jak autorowi uda się to połączyć.


Spokojne życie trzydziestoletniej Cassie toczy się bez wyraźnego kierunku między księgarnią, gdzie pracuje, a nowojorskim mieszkankiem wynajmowanym do spółki z przyjaciółką. Wszystko zmieni się, gdy pewnego razu jeden ze stałych klientów sklepu zostawi jej na stole tajemniczą starą książkę. Jak się okaże, daje ona jej właścicielowi niezwykłe moce. I wkrótce Cassie dowie się, że istnieją inne magiczne księgi, które również mogą czynić rzeczy cudowne – lub przerażające.
W ten sposób Cassie wpada w wir przygód, zagrażających życiu jej i jej bliskich. Bo tam, gdzie jest magia, jest i nieograniczona władza.


Początek tej książki strasznie mi się dłużył. W ogóle nie mogłam wgryźć się w fabułę, czytało mi się ją wolno i nawet odłożyłam ją na później. Ale jak się potem okazało, akcja powoli nabierała tempa, więc im dalej, tym lepiej. Warto wytrwać te kilkadziesiąt pierwszych stron. Czuć już od początku, że to debiut autora. Historia jest bardzo nierówna — są momenty, gdzie ciężko się od niej oderwać, ale też i takie, gdzie nudzisz się i czekasz, aż w końcu coś się wydarzy. Samo zakończenie książki to istny rollercoaster i mam wrażenie, że Gareth Brown chciał ją jak najszybciej skończyć, przez co wiele rzeczy jest niedopracowanych. Niektóre wątki w ogóle nie zostały rozwinięte (a szkoda, bo miały potencjał).

Sam motyw magicznych książek jest tutaj naprawdę ciekawie przedstawiony — mamy książki, które przenoszą nas do innych miejsc, książki, które zapewniają nam bezpieczeństwo, czy też takie, które powodują ból. Całość przypomina mi nieco mieszankę Doktora Who z Harrym Potterem (wątek Zmieniacza Czasu). Historia jest zagmatwana i czasami ciężko połapać się w tym, co chciał przekazać nam autor. Należy uważnie czytać. Kuleje natomiast kreacja bohaterów i relacje pomiędzy nimi. O ile jeszcze o głównej bohaterce coś się dowiemy, tak o resztę postaci autor nie zadbał.




Księga drzwi to książka idealna dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z fantastyką. Wyjadacze tego gatunku mogą tutaj liczyć na ciekawie przedstawiony motyw podróży w czasie. Całość napisana jest lekkim językiem i warto przebrnąć dość oporny początek tej opowieści. Znajdziemy tutaj kilka niedociągnięć fabularnych, ale należy pamiętać, że debiut literacki. Mimo tego dobrze mi się ją czytało i spędziłam z nią kilka przyjemnych godzin.




Ilość stron: 480
Wydawnictwo: Uroboros



Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Uroboros ;)



















[827] Recenzja: Kuchnia książek – Kim Jee Hye

0 | Skomentuj

„Życie jest jak regał z książkami, nigdy nie wiesz, jaka Ci się trafi”, czyli spokojna opowieść o życiu.


Od pewnego czasu coraz chętniej sięgam po literaturę azjatycką. Kim Jee Hye, to autorka, która podobnie jak bohaterka jej książki, prowadzi księgarnię w Korei Południowej. Okładka tej powieści zachęca do jej przeczytania, a sam opis zwiastuje dosyć spokojną opowieść o życiu.


Mieszkająca w Seulu Yujin przez kilka lat była bez reszty pochłonięta tworzeniem start-upu. W wyniku wielu decyzji musiała jednak sprzedać firmę i straciła pracę. Jej życie całkowicie się zmienia, kiedy przypadkiem odwiedza wieś Soyang-ri. Oczarowana tym miejscem postanawia zrezygnować z wielkomiejskiego życia i założyć księgarnię. Wyjątkową księgarnię.
W Soyang-ri Book’s Kitchen można odnaleźć spokój i otrzymać wsparcie, kiedy w życiu dzieje się zbyt wiele. A wszystko oczywiście za sprawą książek.
Czas mija, zmieniają się pory roku, do Soyang-ri Book’s Kitchen przybywają kolejni goście. Każdego sprowadzają inne kłopoty bądź rozterki. I każdy z nich otrzymuje książkę, która ukoi jego duszę i która pomaga w rozwiązaniu problemów.


Nasza główna bohaterka Yujin sprzedaje stworzony przez siebie start-up i wyjeżdża z Seulu do malowniczej miejscowości Soyang-ri i tam otwiera kawiarnio-księgarnię. Book's Kitchen to miejsce, w którym będziemy poznać kolejnych bohaterów — ich historie i problemy. Każdy kolejny rozdział to nowa postać. Są oni jednak do siebie dosyć podobni, przez co możemy łatwo przewidzieć, jak zakończy się ich wątek. Są to osoby, które osiągają sukcesy zawodowe, a jednak są puści w środku i szukają swojego miejsca w tym pędzącym świecie. Są zagubieni i zrezygnowani. To dosyć pozytywna historia, która daje nadzieję na lepsze jutro. Ukazuje bogatą kulturę koreańską, a liczne przypisy tłumaczki urozmaicają lekturę.



Kuchnia książek to spokojna opowieść, która raczej nie zaskoczy swoją oryginalnością, ale sama w sobie jest taką kojącą historią, która otula czytelnika. Dialogi miejscami brzmią dosyć dziecinnie i sztucznie — nie wiem, czy to zasługa polskiego tłumaczenia, czy i w oryginale było podobnie. Nie jest to książka, w której akcja pędzi niczym rollercoaster. Nie znajdziecie tutaj gwałtownych zwrotów akcji czy też wybuchowych pościgów.




Kuchnia książek to historia życia kilku Koreańczyków, którzy spotykają się w urokliwym otoczeniu książek. To opowieść o szukaniu swojego miejsca w świeci i sensu istnienia. Może skłonić do refleksji. Napisana dosyć lekkim językiem, szybko się czyta. Jeśli szukacie spokojnej opowieści o problemach życia codziennego, to ta książka powinna się sprawdzić. Kim Jee Hye dopiero zaczyna swoją przygodę z pisaniem i jestem ciekawa jej kolejnych powieści.



Ilość stron: 272
Wydawnictwo: Czarna Owca


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca :)
















© Mrs Black | WS X X X