Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca :)
[1017] Recenzja: Układanka – Henrik Fexeus
[1016] Recenzja: Świat jest teatrem – Remigiusz Mróz
Świat jest teatrem to drugi tom serii wydanej w tamtym roku przez jednego z najpłodniejszych polskich autorów — Remigiusza Mroza. Zabiera on nas w świat dziennikarzy i ich codziennej pracy. Myślę, że warto czytać tę serię chronologicznie, ponieważ wracają w tej części bohaterowie Piekło jest puste.
Z dachu jednego z budynków w warszawskim Śródmieściu, skacze kobieta, która nie miała żadnego powodu, by odebrać sobie życie. Służby nie podejrzewają przestępczego działania, dziennikarze wprost przeciwnie. Ofiara była bowiem bratanicą zmarłej reporterki, która jako jedyna znała prawdę na temat tajemniczej postaci – Boreasza.
Ekipa „Raportu NSI” rozpoczyna dziennikarskie śledztwo i odkrywa, że zmarła dziennikarka zostawiła serię zakodowanych wiadomości, prowadzących do rozwiązania tajemnicy. Rozpoczyna się wyścig z czasem, w którym reporterzy śledczy muszą wyprzedzić śmierć.
To ciekawe zagranie — rozwiązywać zagadkę kryminalną patrząc ze strony dziennikarza śledczego. Możemy poznać tajniki takiej pracy i poczuć się nieco jak detektyw. Mróz nie odkrywa wszystkich kart naraz — buduje napięcie i owija tajemnicą postać Boreasza. Umiejętnie manipuluje czytelnikiem, rzucając mu nowe tropy (nie zawsze są one trafne). Powoli zaczynamy łączyć kropki, by dojść do prezentowanego rozwiązania. Po takim zakończeniu jestem ciekawa kolejnego tomu i mam nadzieję, że będzie on trzymać poziom swoich poprzedników. Jeśli lubcie serię z Chyłką to myślę, że Świat jest teatrem również przypadnie wam do gustu. Tytuł świetnie pasuje do tej fabuły. Czytając ją, dowiesz się, kto rozdaje role ofiarom.
Ilość stron: 496
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona :)
[1015] Recenzja: Czy to Eva jest złodziejką? – Como Delaurean
[1014] Recenzja: Mąż, którego zabiła – Mina Sakurai
Mina Sakurai ma na swoim koncie kilka książek, została wyróżniona również Nagrodą Doskonałości podczas Japan Media Arts Festival w 2021 roku. Mąż, którego zabiła to jej pierwsza książka przetłumaczona na język polski. Wielokrotnie podkreślam, że uwielbiam literaturę azjatycką, dlatego z wielką ochotą rozpoczęłam lekturę.
Mana Suzukura wiedzie spokojne życie w Tokio. Ma pracę, mieszkanie i wreszcie poczucie kontroli nad własnym losem. Przeszłość, od której uciekła, miała pozostać na zawsze pogrzebana. Razem z mężczyzną, który ją zniszczył.
Gdy jednak w jej życiu pojawia się natarczywy współpracownik, a chwilę później pod drzwiami staje mąż, którego uważała za martwego, świat Many rozpada się na nowo.
Kazuki twierdzi, że przeżył wypadek, stracił pamięć i chce zacząć od początku. Jest uprzejmy, troskliwy… zupełnie niepodobny do brutalnego człowieka, którego Mana pamięta.
Czy amnezja naprawdę może zmienić człowieka?
A może to tylko kolejna forma manipulacji?
I jak to możliwe, że mąż, którego zabiła, powrócił?
Sam opis zwiastuje ciekawy thriller i pomysł na książkę był naprawdę oryginalny. Nasza główna bohaterka mieszka w Tokio i próbuje zapomnieć o bolesnej przeszłości. Pięć lat temu zepchnęła męża z klifu, jednak gdy ten pojawia się przed nią żywy, spokojne życie Many rozpada się. Powrót męża, który był dla niej oprawcą, budzi pogrzebane demony. Autorka nie ujawnia zbyt szybko przeszłości głównej bohaterki. Stopniowo odkrywamy ją kawałek po kawałku. Mina Sakurai uwielbia zwroty akcji i nieprawdopodobne zbiegi wydarzeń, ale ich nadmiar z biegiem historii zaczyna nieco męczyć.
Mąż, którego zabiła to książka pełna trudnych tematów od zaniedbań ze strony rodziców poprzez prostytucję aż do znęcania się nad innymi. Akcja nie pędzi tutaj niczym rollercoaster — to raczej spokojna, melancholijna opowieść ze sporym wątkiem obyczajowym. Autorka kreuje tajemniczy klimat — nie wiemy, z czym za chwilę wyskoczy. Manipulacje wylewają się z każdej kolejne strony, a strach towarzyszy do samego końca. Jest to dosyć specyficzna książka, która na pewno nie wszystkim przypadnie do gustu. Sama do końca nie wiem, czy mi się podobała. Miejscami sam styl był chaotyczny i język jakiś dziwny. Autorka chyba za wiele rzeczy chciała wpleść w fabułę, co nie wyszło jej na dobre. Całość nie jest zbyt długa i szybko się ją czyta.
Ilość stron: 214
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona :)




















































