[972] Recenzja: Prosty sposób na bezpamięć – Karolina Barbrich
[971] Recenzja: Silvercloak – Laura Steven
Wiele osób porównuje Silvercloak do kultowej już serii J.K. Rowling Harry Potter. Jako wierna fanka tego magicznej klimatu postanowiłam dać szansę pierwszemu tomu trylogii Silvercloak. L.K. Steven ma na swoim koncie książki YA, a ta jest pierwszą napisaną dla dorosłych.
W Vallinie rozkosz to coś więcej niż sama rozkosz. To żywioł, niezbędny do egzystencji jak woda, oczywisty jak powietrze. Rozkosz leczyła, żywiła, ożywiała. Rozkosz była konstytucyjnym prawem.
Rozkosz była magią, a magia – rozkoszą.
Lecz magią był też ból, a magia – bólem. Na tym właśnie polegał problem.
W tym świecie młoda magini Saffron Killoran próbuje zrealizować tajemny plan, który dojrzewa w jej głowie od dwudziestu lat. Marzy o tym, by pomścić swoich rodziców, zamordowanych przez przedstawicieli przestępczej organizacji Krwawy Księżyc, a przy tym – nie zdradzić najtajniejszego sekretu o naturze swojej magii.
Saff robi wszystko, by dostać się do Zakonu Srebrnej Peleryny, obrońców porządku i prawa. Przy tym jednak wikła się w sieć kłamstw, które wywrócą do góry nogami całe jej życie – i rozbudzą w niej nowe, zaskakujące dla niej samej uczucia.
Autorka wykreowała magiczny świat, gdzie moc powiązana jest z emocjami. Ból, szczęście i przyjemność — w różny sposób można się "doładować". Początek tej książki jest dosyć trudny do ogarnięcia, nudny i bez większych emocji. Potem akcja się rozwija. Są intrygi i kłamstwa, które napędzają tę opowieść. Poszukiwanie zemsty kieruje naszą główną bohaterką, która za wszelką cenę chcę pomścić swoich rodziców. Od lat planowała i skrzętnie dążyła do celu. System magiczny został ciekawie nakreślony — zaklęcia, różdżki i magiczne artefakty uzupełniają historię. Bohaterowie są niejednoznaczni, walczą ze sobą i swoimi charakterami. Niektórzy lepiej przedstawieni, a niektórzy potraktowani po macoszemu. Możemy zaobserwować, jak człowiek przeobraża się w potwora – jak inni ich tworzą.
Saffron z pozoru zimna i umiejąca grać kogoś, kim nie jest, zupełnie nie potrafi kłamać. Nie do końca jest postacią, którą bym polubiła. Jest zbyt wyniosła, a większość rzeczy przychodzi jej dosyć łatwo. Zachowuje się dziecinnie, a jej wybory mogą irytować. Czytając tę powieść, kilkukrotnie musiałam ją na chwilę odłożyć, ponieważ ilość cringe'u czasami była po prostu zbyt duża. Szczególnie przesadzone sceny zbliżeń pomiędzy bohaterami sprawiały, że miałam ochotę przewrócić oczami.
Ilość stron: 543
Wydawnictwo: Uroboros
[970] Recenzja: Nie otwieraj oczu – Josh Malerman
[969] Recenzja: Wiarołomca – Hannah Kaner
Bogobójczyni, pierwszy tom serii Upadli bogowie, była książką, która wielokrotnie przewijała się na bookstagramie. Jej okładka przyciągała wzrok, a sama pozycja była reklamowana jako idealna dla fanów Wiedźmina czy też The Last of Us. Teraz przyszedł na finałowy trzeci tom tej serii, czyli Wiarołomcę.
Nadeszła wojna. Potężni bogowie i śmiertelni bohaterowie stają do ostatecznej walki o władzę. Bogini ognia Hseth prowadzi niszczycielską armię na południe, a jedyną nadzieją świata jest sojusz dawnych nieprzyjaciół przeciwko wspólnemu wrogowi.
Elon nawiązuje niełatwy sojusz z Arrenem – swoim przyjacielem, wrogiem i królem. Teraz każdy z nich musi zdecydować, ile gotów jest poświęcić, aby odwrócić losy wojny.
Inara dołącza do matki na statku Silverswift. Wciąż zmaga się z własnymi mocami i przeznaczeniem.
Kissen zaś — szukając rodziny — staje przed pytaniem, o co i dla kogo tak naprawdę warto walczyć.
Hannah Kaner debiutowała Bogobójczynią, która zbierała pozytywne opinie. Wielkim plusem jest świat stworzony przez Hannah Kaner, dzięki fantastycznym, kwiecistym opisom możemy go sobie świetnie zobrazować. Stworzyła ona kulturę, politykę oraz religię, czerpiąc garściami z mitologii. Świat ludzi funkcjonuje wraz ze światem bogów. Ten tom to głównie wojna bogów i ludzi oraz walka o władzę. Ten brutalny świat pełen zaskakujących sojuszy i politycznych intryg zabiera nas w magiczną podróż. Początek Wiarołomcy jest nieco powolny i momentami przynudza, ale im dalej tym akcja nabiera rozpędu.
To opowieść, która w głównej mierze skupia się wokół wojny — a więc mamy tutaj sporo planowania strategii i poszukiwania sojuszników. Wiarołomca to bezpośrednia kontynuacja poprzednich tomów, więc jeśli jeszcze nie mieliście okazji, by się z nimi zapoznać, to czytanie tej książki raczej nie ma sensu. Finałowy tom serii to lekka powieść fantasy. Świetnie się sprawdzi dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z fantastyką. Ciekawie został przedstawiony tutaj motyw bóstw, a sama autorka ma oryginalne pomysły. Język jest lekki i przyjemny, a książkę czyta się szybko. Cieszę się, że Hannah Kaner na siłę nie przeciąga serii, tylko potrafi ją zwięźle zakończyć.
Ilość stron: 461
Wydawnictwo: Jaguar
Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Jaguar ;)
.jpg)

.jpg)






.jpg)





.jpg)
.jpg)


.jpg)




.jpg)





.jpg)





.jpg)



.png)







.jpg)


.jpg)

