[973] Recenzja: Three Shattered Souls. Trzy udręczone dusze – Mai Corland

0 | Skomentuj

 „Obydwoje byliśmy gotowi umrzeć, ale być może większej odwagi wymaga życie po stracie”, czyli finał trylogii fantasy.


Seria The Broken Blades autorstwa Mai Corland doczekała się kolejnego tomu — Three Shattered Souls. Trzy udręczone dusze. To jedna z najpiękniej wydanych serii w mojej biblioteczce — w twardej oprawie z barwionymi brzegami i mieniącej się okładce. Jeśli nie czytaliście poprzednich tomów, to polecam najpierw rozpocząć do nich przed sięgnięciem po tę książkę.


Niektóre zdrady ranią głębiej niż ostrza.

Ostrza nie miały przetrwać tak długo, tymczasem po bitwie w porcie Quu muszą wrócić do Yusan i dokończyć swoją misję. Teraz jednak na smoczym tronie zasiada uzurpator, groźniejszy nawet niż boski król. Mając w posiadaniu trzy relikwie Smoczego Władcy, Ostrza zmierzą się z potęgą czterech królestw. Wrogowie staną się sojusznikami. Sojusznicy staną się zdrajcami. A ci, których kochają najbardziej? To oni złamią im serca. By wygrać grę królów i koron, Ostrza będą musiały poświęcić wszystko – najpewniej nawet samych siebie.


Trzy udręczone dusze kończą trylogię Mai Corland i trzymają poziom poprzednich części. Świat stworzony przez Mai Corland aż tętni magią, jest pełen dawnych opowieści, tajemniczych wydarzeń oraz mistycznych artefaktów. To opowieść o walce o władzę z nietuzinkowymi bohaterami — złodziejką, szpiegiem, zabójczynią, najemnikiem, szlachcicem i księciem banita. Możemy zaobserwować, jak na przestrzeni tych trzech tomów zmieniali się. Autorce udało się pokazać, co doprowadziło do tego, że dzisiaj są, kim są. Dzięki poznawaniu historii z kilku perspektyw możemy lepiej poznać i zrozumieć bohaterów. Ponownie zagłębiamy się w polityczne spiski i zdrady. Tak naprawdę nie ma tutaj postaci, tylko dobrych lub tylko złych. Nie wiadomo, kim są przyjaciele, a kim wrogowie. Nikomu nie można ufać.


Historia została zakończona, a bohaterów spotkał sprawiedliwy koniec. Samo zakończenie jest nieco gorzkie, ale myślę, że wypada naprawdę dobrze. To opowieść o walce o władzę, ale i też o przyjaźni, która pomaga przetrwać gorsze chwile. Wątek found family został wyraźnie zarysowany. Z każdą kolejną stroną napięcie rośnie, aż do punktu kulminacyjnego, który wszystko zmienia.


Nie spodziewałam się, że ta seria tak mnie zainteresuje. Czytało mi się dosyć szybko i cieszę się, że autorka na siłę nie próbuje jej przeciągać. Trzy udręczone dusze to dobre zakończenie trylogii. Fani fantastyki na pewno znajdą tutaj coś dla siebie. Jestem ciekawa kolejnych książek spod pióra Mai Corland.



Ilość stron: 432

Wydawnictwo: Jaguar



Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Jaguar ;)



Zajrzycie na mój profil na Instagramie oraz na profil Wydawnictwa Jaguar :)







[972] Recenzja: Prosty sposób na bezpamięć – Karolina Barbrich

0 | Skomentuj

„Magia nie zabija [...]. Robią to ludzie, którzy jej używają”, czyli magiczny świat po polsku.

Prosty sposób na bezpamięć rozpoczyna trylogię Bezpamięci. Wydana dwa lata temu jako debiut literacki Karoliny Barbrich, którą możecie kojarzyć z bookstagrama jako @tostyikoty. Przez dłuższy czas miałam ją na licie do przeczytania i w końcu mi się to udało. Wielokrotnie widziałam, jak inni się nią zachwycają. Czy faktycznie jest to godna polecenia pozycja?


Przynależność do świata magów oznacza dostęp do wyjątkowych mocy, ale na pewnych warunkach. By zostać czarownikiem lub czarownicą, trzeba przyjąć zasady narzucone przez magiczne stowarzyszenie. A czasem są one bezwzględne.
Aurora, córka najważniejszych członków cieszącego się ponurą sławą zgromadzenia Półksiężyc, ma dopiero stać się pełnoprawną czarodziejką, lecz już teraz musi radzić sobie z wygórowanymi wymaganiami rodziców. Ezra jest wolnym duchem, który chciałby podążać swoją drogą, przez co nie znajduje uznania w oczach wyżej postawionych magów. A Azel, nie tylko adept czarostwa, ale i artysta, to wyrzutek, któremu ledwie udało się dostać do Półksiężyca.
Do tego niezwykłego grona trafia Oliver Taylor – zwyczajny człowiek. Jako że naruszył reguły obowiązujące w świecie magów, postanawiają oni rzucić na niego zaklęcie bezpamięci.


Pierwszy tom trylogii powoli wprowadza nas w świat wykreowany przez autorkę. Pełen magii i niezwykłych bohaterów. Aby zostać magiem, trzeba przyjąć zasady magicznego stowarzyszenia. Niektóre z nich są nieco mroczne. W tej historii poznajemy Oliviera Taylora — zwykłego człowieka, który zafascynowany jest magią. Następnie mamy Aurorę, córkę członków zgromadzenia Półksiężyca, Azela — artystę i adepta czarostwa oraz Ezrę wolnego ducha, który nie ma uznania w oczach innych magów.


Książka idealnie wpasowuje się w moje upodobania — jako wierna fanka Harry'ego Pottera znów poczułam przypływ magicznych wspomnień. Ten tom to w głównej mierze wprowadzenie do świata wykreowanego przez autorkę. Powoli poznajemy jakie zasady nim rządzą, jak wyglądają zaklęcia, walki i życie czarodziei. Jest to dosyć spokojna książka — akcja nie jest może zbyt dynamiczna, ale pod koniec zaczyna rozkręcać, co jednocześnie zachęca do sięgnięcia po kolejny tom. Styl jest przyjemny (sporo opisów, ale nie są one nużące). Na plus u mnie również to, że ma tutaj wątków romantycznych (które czasami na siłę są wprowadzane). To opowieść o poszukiwaniu siebie, odkrywaniu nowych przyjaźni i czy też o walce z systemem i wpojonymi wartościami.


Mam u siebie kolejne dwa tomy i jestem ciekawa, jak akcja się rozwinie. Warto pamiętać, że jest to debiut literacki, więc zdarzają się błędy fabularne czy też stylistyczne. Jednak w ogólnej ocenie książka wypada dobrze i z chęcią sięgnę po Czarownicę Wszechwieku.

Ilość stron: 350
Wydawnictwo: Uroboros


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Uroboros ;)












[971] Recenzja: Silvercloak – Laura Steven

0 | Skomentuj

„Zabij albo zgiń. Może właśnie tak mordercy stawiali się mordercami – nie dlatego, że mieli w sobie zakorzenione zło, wrodzoną żądzę krwi, lecz dlatego, że nie mieli wyboru”, czyli pierwszy tom trylogii fantasy.


Wiele osób porównuje Silvercloak do kultowej już serii J.K. Rowling Harry Potter. Jako wierna fanka tego magicznej klimatu postanowiłam dać szansę pierwszemu tomu trylogii Silvercloak. L.K. Steven ma na swoim koncie książki YA, a ta jest pierwszą napisaną dla dorosłych.


W Vallinie rozkosz to coś więcej niż sama rozkosz. To żywioł, niezbędny do egzystencji jak woda, oczywisty jak powietrze. Rozkosz leczyła, żywiła, ożywiała. Rozkosz była konstytucyjnym prawem.

Rozkosz była magią, a magia – rozkoszą.

Lecz magią był też ból, a magia – bólem. Na tym właśnie polegał problem.

W tym świecie młoda magini Saffron Killoran próbuje zrealizować tajemny plan, który dojrzewa w jej głowie od dwudziestu lat. Marzy o tym, by pomścić swoich rodziców, zamordowanych przez przedstawicieli przestępczej organizacji Krwawy Księżyc, a przy tym – nie zdradzić najtajniejszego sekretu o naturze swojej magii.

Saff robi wszystko, by dostać się do Zakonu Srebrnej Peleryny, obrońców porządku i prawa. Przy tym jednak wikła się w sieć kłamstw, które wywrócą do góry nogami całe jej życie – i rozbudzą w niej nowe, zaskakujące dla niej samej uczucia.


Autorka wykreowała magiczny świat, gdzie moc powiązana jest z emocjami. Ból, szczęście i przyjemność — w różny sposób można się "doładować". Początek tej książki jest dosyć trudny do ogarnięcia, nudny i bez większych emocji. Potem akcja się rozwija. Są intrygi i kłamstwa, które napędzają tę opowieść. Poszukiwanie zemsty kieruje naszą główną bohaterką, która za wszelką cenę chcę pomścić swoich rodziców. Od lat planowała i skrzętnie dążyła do celu. System magiczny został ciekawie nakreślony — zaklęcia, różdżki i magiczne artefakty uzupełniają historię. Bohaterowie są niejednoznaczni, walczą ze sobą i swoimi charakterami. Niektórzy lepiej przedstawieni, a niektórzy potraktowani po macoszemu. Możemy zaobserwować, jak człowiek przeobraża się w potwora – jak inni ich tworzą.


Saffron z pozoru zimna i umiejąca grać kogoś, kim nie jest, zupełnie nie potrafi kłamać. Nie do końca jest postacią, którą bym polubiła. Jest zbyt wyniosła, a większość rzeczy przychodzi jej dosyć łatwo. Zachowuje się dziecinnie, a jej wybory mogą irytować. Czytając tę powieść, kilkukrotnie musiałam ją na chwilę odłożyć, ponieważ ilość cringe'u czasami była po prostu zbyt duża. Szczególnie przesadzone sceny zbliżeń pomiędzy bohaterami sprawiały, że miałam ochotę przewrócić oczami.



Jest to dopiero pierwszy tom i po cichu liczę, że w kolejnych dostaniemy nieco bardziej dopracowaną historię. Autorka miała naprawdę oryginalny pomysł na magiczny świat i mam nadzieję, że wykorzysta go w kolejnych częściach, bo szkoda, żeby się zmarnował.



Ilość stron: 543

Wydawnictwo: Uroboros


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Uroboros ;)










[970] Recenzja: Nie otwieraj oczu – Josh Malerman

0 | Skomentuj

„Gdy ludzie zmuszeni są żyć razem na jednej przestrzeni, poszanowanie prywatności to podstawa”, czyli jak żyć nie otwierając oczu.


Nie otwieraj oczu to książka, która po raz pierwszy została wydana w Polsce w 2019 roku. Jeśli jej nie kojarzycie, to myślę, że obił Wam się o uszy film Netflixa z Sandrą Bullock w roli głównej, który powstał właśnie na podstawie książki Josha Malermana, członka zespołu The High Strung. Historia ta pierwotnie została wydana w 2014 roku jak pierwszy tom Bird Box.


Coś czai się na zewnątrz. Coś tak przerażającego, że nie sposób na to spojrzeć. Wystarczy jeden rzut oka, by człowiekiem zawładnęła obłąkańcza furia. Nikt nie wie, czym jest to zagrożenie ani skąd się wzięło.
Pięć lat po wybuchu koszmaru na świecie pozostała już tylko garstka ludzi. Wśród nich Malorie i jej dwoje małych dzieci. Ukrywają się w opuszczonym domu nad rzeką, lecz kobieta od dawna marzy o ucieczce i odnalezieniu bezpiecznego schronienia. Kiedy dzieci kończą cztery lata, zapada decyzja – czas ruszać w drogę.
Malorie wraz z dziećmi wyrusza w śmiertelnie niebezpieczną podróż. Muszą pokonać trzydzieści kilometrów rzeką, z opaskami na oczach, zdani wyłącznie na instynkt i wyczulony słuch maluchów. Jeden błąd oznacza śmierć.
A ktoś – lub coś – cały czas podąża ich tropem. Człowiek, zwierzę… czy może potwór?


Josh Malerman zabiera nas w podróż po postapokaliptycznym świecie, gdzie jedno spojrzenie może być śmiertelne. Historię poznajemy z dwóch perspektyw czasowych — od chwili, kiedy to świat się zmienił i następnie cztery lata później, kiedy to nasza główna bohaterka stara się zapewnić dzieciom lepszą przyszłość w bezpiecznym miejscu. W tym celu udaje się w wyjątkowo trudną podróż. Świat stworzony przez autora jest mroczny i aby przeżyć trzeba nauczyć się nie otwierać oczu. Polegać na innych zmysłach — tego Malorie starała się nauczyć dwójkę dzieci. Napięcie budowane jest stopniowo, powoli dowiadujemy się, dlaczego nasza główna bohaterka postanawia opuścić dom.



Nie otwieraj oczu to książka opisywana jako horror. Pokazuje, do czego jest zdolny człowiek, aby przetrwać. Ale jeśli nastawiacie się na krwawe akcje i nagłe zwroty akcji. To nie jest taki horror — tutaj to atmosfera budująca strach i oczekiwanie przebija się przez mury tego gatunku. Historia jest pełna niedopowiedzeń, co niektórych może nieco zirytować, zostawia też miejsce na własne przemyślenia. Styl jest prosty, a rozdziały stosunkowo krótkie, dzięki czemu powieść szybko się czyta. Oddziałuje na emocje, mimo że akcja jest raczej dosyć spokojna.


Nie za bardzo przepadam za horrorami, ale tutaj muszę przyznać, że książka mnie wciągnęła (może dlatego, że to w sumie nie był typowy horror). Ma w sobie także trochę elementów thrillera. Fani postapokaliptycznych wątków odnajdą się tej powieści. Myślę, że klimat w książce jest lepiej zbudowany niż w ekranizacji. Jeśli widzieliście film, to warto sięgnąć po pierwowzór.


Ilość stron: 319
Wydawnictwo: Akurat

 

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Akurat ;)







© Mrs Black | WS X X X