[983] Recenzja: Lokatorka – Freida McFadden

0 | Skomentuj

„W ułamku sekundy było po wszystkim — pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy, że umiera”, czyli kolejny thriller Freidy McFadden.


Ostatnio dosyć często dostajemy nowe książki do Freidy McFadden. Mam wrażenie, że robi się ona coraz popularniejsza i coraz więcej osób w Polsce chętnie po nią sięga. Ma na swoim koncie już kilkadziesiąt powieści. Pomoc domowa doczekała się nawet swojego serialu. Nie czytałam wszystkich powieści McFadden, ale kilka już za mną. Teraz przyszedł czas na Lokatorkę, a na mojej półce czeka już na przeczytanie Oddział D.


Blake Porter ma wszystko: świetną pracę, piękną narzeczoną i niedawno kupioną kamienicę, która miała stać się ich wspólnym domem. W jednej chwili cały ten świat rozpada się na kawałki. By ratować swoje finanse, mężczyzna postanawia wynająć jeden z pokoi.

Kandydaci okazują się jednak dalecy od ideału… aż do momentu, gdy zjawia się Whitney. Urocza, uprzejma, niemal perfekcyjna. Wymarzona lokatorka – przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Wkrótce po tym, jak kobieta zamieszkała w kamienicy, zaczynają dziać się w niej niepokojące rzeczy. Sąsiad odnosi się do Blake’a z rosnącą niechęcią. Dom wypełnia słodkawy zapach rozkładu, którego źródła nie sposób namierzyć. Nocami Blake słyszy odgłosy, które nie pozwalają mu spać, a jego relacja z narzeczoną wyraźnie się psuje. Wkrótce mężczyzna zaczyna się bać, że ktoś zna jego najmroczniejsze sekrety…

Niebezpieczeństwo czai się bliżej, niż Blake mógłby przypuszczać. A kiedy zrozumie, kogo tak naprawdę wpuścił do domu… może być już za późno.


Historia toczy się wokół Blake Portera, który może się wydawać, ma wszystko, czego w życiu potrzeba — dobrze płatną pracę, mieszkanie i piękną narzeczoną. Jednak wszystko, co dobre nie trwa wiecznie i kiedy traci pracę, jego dobra passa się kończy. By ratować swoje finanse, postanawia wynająć jeden z pokoi. Wraz z tytułową lokatorką życie naszego głównego bohatera chyli się ku upadkowi. Niezrozumiałe wydarzenia, niezidentyfikowane odgłosy, dziwne zapachy — niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem.


Sam schemat historii jest nam dobrze znany (jeśli czytaliście inne książki tej autorki to mniej więcej będziecie wiedzieć, jak całość będzie wyglądać). Krótkie rozdziały nadają dynamizmu fabule, a autorka lubi mieszać czytelnikom w głowach i wprowadzać wątki, które jedynie mają nas zmylić. Świetnie wychodzą jej plot twisty, dzięki czemu nie ma nudy, a akcja płynie dalej.


Książkę czyta się błyskawicznie. To praktycznie lektura na jeden dłuższy wieczór. Nie jest to może coś oryginalnego, ale dostarczy wam kilka godzin rozrywki. Podobna schematem do innych historii tej autorki, ale napisana na tyle dobrze, że trzyma w napięciu. Myślę, że świetnie się sprawdzi dla osób, które próbują swoich sił w tym gatunku.


Ilość stron: 404

Wydawnictwo: Czwarta Strona


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona :) 

[982] Recenzja: Chłód – Weronika Mathia

0 | Skomentuj

 „Można wybaczyć tylko tę zbrodnię, którą jesteśmy w stanie zrozumieć”, czyli wszechogarniający Chłód.


Weronika Mathia ma na swoim koncie już kilka książek (większość z nich mam za sobą). Chłód przyciągnął mnie od siebie swoim tajemniczym opisem, który zwiastował makabryczną opowieść.


W mroźną zimę, która spowija miasteczko, kłamstwa są jak cienka warstwa lodu – wystarczy jedno pęknięcie, by odsłonić to, co miało nigdy nie wypłynąć na powierzchnię.

Szymon, skazany przed laty za brutalne morderstwo przyjaciela, opuszcza więzienie i wraca do rodziny, próbując odzyskać normalność. Ale przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć – jego wnuk Patryk zostaje znaleziony martwy, a stare sprawy budzą się do życia. Ci, którzy wiedzą o wydarzeniach sprzed lat, milczą, jakby każde słowo miało skruszyć cienki lód pod ich stopami.

Karolina Rawa, technik kryminalistyczna, rozpoczyna prywatne śledztwo, kiedy odkrywa, że także jej rodzina utkwiła w lodowatej sieci sekretów…


Akcja ma miejsce w małym miasteczku, gdzie tajemnice od lat się piętrzą. Śledzimy losy kilku bohaterów. Z jednej strony mamy Szymona, który po latach spędzonych w więzieniu wychodzi na wolność. W przeszłości pozbawił życia swojego licealnego przyjaciela. Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. A gdy zostaje znaleziony martwy jego wnuk, wydaje się, że nie można od niej uciec. Z drugiej strony mamy Karolinę Rawę technika kryminalistyki, która prowadząc śledztwo na własną rękę, odkrywa, że jej rodzina posiada zdecydowanie za dużo sekretów. Weronika Mathia udowodniła swoimi poprzednimi książkami, że potrafi stworzyć ciekawe i wciągająca historie pełne mroku. W Chłodzie nie jest inaczej. Nie boi się podejmować trudnych tematów taki jak przemoc, zaburzenia czy też niepełnosprawność.


Podoba mi się mroźny klimat tej historii — pod warstwą śniegu zostały pogrzebane liczne tajemnice, które powoli odkrywać. Intryga została zgrabnie poprowadzona i trzyma w napięciu do samego końca. Mnogość tajemnic i zagadek do rozwiązania na pewno zaspokoi fanów kryminałów i thrillerów. Historia jest przedstawiona bardzo realistycznie. Możemy przeżywać z bohaterami ich rozterki i problemy. Spędziłam z tą książką kilka przyjemnych godzin, próbując odgadnąć, gdzie przebiega granica przebaczenia. Możecie śmiało po nią sięgnąć — jest to oddzielna historia. Jeśli czytaliście poprzednie książki autorki i podobały się Wam, to spokojnie możecie sięgać po Chłód. Dla osób, które jej nie kojarzą — może zachęci Was na tyle, by poznać inne historie spod jej pióra?


Ilość stron: 352

Wydawnictwo: Czwarta Strona



Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona :) 

[981] Recenzja: Tysiąc odcieni błękitu – Cheon Seon-ran

0 | Skomentuj

„Frustracja, wysiłek, smutek — każde ze słów, które znam równie dobrze jak ja, jest jednym z tysiąca odcieni błękitu”, czyli koreańska literatura z przyszłości.


Jako wierna fanka literatury azjatyckiej nie mogłam sobie odpuścić tej książki. Cheon Seon-Ran to koreańska pisarka, która za tę powieść została uhonorowana główną nagrodą w czwartej edycji Konkursu Koreańskiej Fantastyki Naukowej. Tysiąc odcieni błękitu wystawiono w Korei w formie musicalu, a sama książka zostanie również ekranizowana.


Rok 2035. Życie dwóch sióstr toczy się w cieniu toru wyścigów konnych. Ich mama prowadzi restaurację tuż przy hipodromie. Starsza siostra, poruszająca się na wózku, spędza w stajni na torze całe dnie. To jedyne miejsce, gdzie czuje, że nikomu nie przeszkadza. Młodsza pasjonuje się robotami i mimo że jeden z nich pozbawia ją pracy, postanawia naprawić przeznaczonego na złom humanoida C-27.

Gdy siostry dowiadują się, że ukochana klacz Today ma zostać uśpiona, postanawiają ją ratować. Obmyślają plan, by koń mógł pobiec w jeszcze jednym, ostatnim wyścigu. Nie będzie to jednak zwykła gonitwa. W przygotowaniach pomoże im wyjątkowo ciekawski i empatyczny robot dżokej.

Tysiąc odcieni błękitu to przejmująca powieść o poświęceniu, miłości i zachwycie nad światem, a także o tym, czym tak naprawdę jest człowieczeństwo.


Autorka zabiera nas w przyszłość i opowiada historię trzech kobiet, które, mimo że mieszkają razem... tak naprawdę żyją osobno. Pomiędzy nimi jest przepaść pełna żalu i nieporozumień. Nie potrafią okazywać emocji i dopiero gdy pojawia się w ich domu robot, zaczynają się zmieniać. Cheon Seon-Ran nie boi się podejmować trudnych tematów takich jak radzenie sobie z niepełnosprawnością, odwieczny pośpiech za czymś czy też wszechogarniające poczucie samotności. Każdy z bohaterów ma swoje traumy i problemy, z którymi walczy na co dzień.


W głównej mierze jest to jednak powieść obyczajowa (jeśli ktoś liczył na większe wątki sci-fi, to może trochę zawieźć). Zmusza do refleksji i spojrzenia na obecny świat nieco inaczej. W swojej książce autorka ukazuje także strach przed nowoczesną technologią, wpływ zmian klimatycznych na życie ludzi czy też zastanawia się nad prawami zwierząt. Tysiąc odcieni błękitu zawiera wiele wątków — niektóre z nich poprowadzone są nieco chaotycznie, a niektóre są zbyt rozbudowane i na siłę ciągnięte.



To nie jest książka, która każdemu się spodoba. Utrzymana w spokojnym klimacie zmusza do przemyśleń. Nie znajdziecie tutaj dynamicznych zwrotów akcji czy też wybuchowych emocji. Przypomina mi nieco inne koreańskie powieści tym nieśpiesznym rytmem. To powieść, dzięki której zatrzymasz się na chwilę w tym pędzącym świecie i spojrzysz na swoje życie nieco spokojniej.


Ilość stron: 335

Wydawnictwo: Wielka Litera


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Wielka Litera ;)



[980] Recenzja: Malachit – Michał Wierzba

0 | Skomentuj

 „To były zabójstwa rytualne […]. Ich zwłoki mogły coś znaczyć albo o czymś przypominać”, czyli Leon Deker powraca.


Malachit to drugi tom serii Sumienia Półszlachetne autorstwa Michała Wierzby. To moje drugie spotkanie z tym pisarzem. Pierwsze zaliczam jako udane, dlatego nie wahałam się przed sięgnięciem po kolejny tom kryminalnej serii. Lubię sięgać po nasze rodzime kryminały i miałam nadzieję, że kontynuacja będzie równie dobra.



Zapomniany przez Boga i ludzi komisariat w Niezgodzie miał być dla Leona Dekera cichą przystanią, gdzie będzie zajmował się spokojną biurową pracą. Trafia jednak na trop prowadzący do zbrodni sprzed dekad, która okazuje się bardziej skomplikowana, niż wszystkim się wydawało. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych okoliczne bagna stały się scenerią działania seryjnego mordercy. Zbrodniarz uprowadzał młode dziewczyny, więził je i torturował. Czy wydany na niego wyrok więzienia na pewno zakończył sprawę? Okazuje się, że nawet wśród sielskich malachitowych mokradeł Dolnego Śląska zło wyciąga swoje macki.



Autor zabiera nas na Dolny Śląsk, gdzie toczy się akcja książki. Ponownie wracamy do komisarza Leona Dekera, który szuka spokojnej pracy w miejscu zapomnianym przez Boga. Jednak niedane jest mu odpocząć, gdy natrafia na zbrodnię sprzed lat. Zagłębiamy się w sprawę z lat 90. kiedy to grasował seryjny morderca, który porywał i torturował młode kobiety. Jest krew, okrucieństwo i seryjny morderca. Każda z postaci coś urywa i nie wiemy, komu możemy ufać.


Malachit to kryminał z wątkami psychologicznymi i bohaterem, który ma wiele do przepracowania. Właśnie takich chyba lubimy najbardziej, prawda? Życie go nie oszczędza. Jego własne demony wychodzą na jaw, a czytelnik pogrąża się w cierpieniu i wszechogarniającej ciemności. Świat przedstawiony przez autora jest złowrogi, a niebezpieczeństwo czyha na bohaterów praktycznie na każdym kroku. Każda decyzja wiąże sobą konsekwencje. Atmosfera jest niepokojąca i gęsta, co jednocześnie przyciąga czytelnika i nie pozwala się oderwać. Oprócz tego książka jest pełna lokalnych wierzeń i legend. Michał Wierzba potrafi zainteresować czytelnika i jestem ciekawa kolejnych książek z tej serii.


Ilość stron: 421

Wydawnictwo: W.A.B.


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu W.A.B.  ;)
© Mrs Black | WS X X X