[1018] Recenzja: Miasto bogów i potworów – Kayla Edwards

0 | Skomentuj

"Demony zaczynają się budzić", czyli miszmasz fantastycznych stworzeń i jeden wyjątkowy człowiek.


Kayla Edwards to autorka bestsellerów USA Today i International. Popularność przyniosła jej seria Dom Diabłów. Miasto bogów i potworów otwiera właśnie ten cykl. Swoją przygodę z pisaniem rozpoczęła już w liceum. 


Loren Calla zawsze była zwyczajna. Jako mieszkanka Angelthene, miasta wampirów, wilkołaków, czarownic i innych nadprzyrodzonych istot, starała się po prostu przetrwać. Zakładała, że jej życie pozostanie proste, przewidywalne i bezpieczne. Ale kiedy ledwo uniknęła porwania, a zamiast niej spotkało to jedną z jej przyjaciółek, Loren postanawia zrobić wszystko, by ją odnaleźć.


Jest nawet skłonna skorzystać z pomocy Dariena Cassela, przywódcy najbardziej bezwzględnego kręgu zabójców ciemności w mieście. Darien jest mroczny, niebezpieczny i tajemniczy, ale jest też jedyną szansą Loren na odnalezienie przyjaciółki żywej. Musi tylko uważać, by ten nieziemski Diabeł nie złamał jej serca. Co łatwiej powiedzieć niż zrobić.

Ona jest zwyczajną dziewczyną. On – brutalnym Mrokobójcą.


Miasto bogów i potworów to urban fantasy, gdzie mamy do czynienia z demonami, wampirami, wilkołakami, magami, a nawet aniołami. Tak dużo nadnaturalnych stworzeń dawno nie dostałam w jednej książce. Oczywiście mamy także normalnych ludzi. I tutaj trafiamy na naszą główną bohaterkę Loren — człowieka, którego wszyscy szukają. Z drugiej strony mamy Dariena, Diabła, który otrzymuje zlecenie na Loren. Jak to zazwyczaj bywa w takich historiach — Darien postanawia pomóc Loren. Autorka świetnie zbudowała świat — jest on obszerny, ale i dopracowany. Każda postać jest po coś, legendy fajnie uzupełniają akcję, a wątki im dalej tym coraz bardziej się przeplatają. Sam wątek romantyczny jest budowany powoli i jest on stereotypowy oraz nieco wymuszony. 


Sama powieść to niezła cegiełka – liczy ona ponad 800 stron i jej przeczytanie zajmuję trochę czasu. Śmiało mogę stwierdzić, że przypomina mi trochę cykl Dary Anioła. I nie mogłam się oprzeć uczuciu, że gdzieś to już czytałam. Całość to taki miszmasz wielu popularnych książek fantasy. Głowna bohaterka mnie bardzo irytowała — słaba, ale jednocześnie musi być wyjątkowa. Darien to z kolei stereotypowy bad boy, który lituje się nad słabszą dziewczyną. 


Minusem tej powieści jest jej objętość — spokojnie połowę można byłoby wyciąć i sama historia na tym by nie straciła. Jeśli kolejne tomy są podobnej długości, to szybko może się ona znudzić, ponieważ autorka nieco za bardzo rozwleka akcję. Jeśli lubcie historie w stylu Księżycowego Miasta czy też wspomnianych wcześniej Darów Anioła to Miasto bogów i potworów może przypaść Wam do gustu. 


Ilość stron: 830

Wydawnictwo: Uroboros


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Uroboros ;)








[1017] Recenzja: Układanka – Henrik Fexeus

0 | Skomentuj

„Dziś nie mieściło jej się w głowie, jak dalece człowiek jest skłonny okłamywać samego siebie, by uratować związek”, czyli drugi tom Mementoserien.


Henrik Fexeus to autor, z którym się spotkałam przy okazji cyklu Mentalista, który współtworzył z Camilą Lackberg. Te książki bardzo mi się podobały, dlatego nie później sięgnęłam po Zwierzę ofiarne, czyli pierwszy tom cyklu Mementoserien. Teraz autor powraca z kolejną częścią. Uważam, że jeśli nie czytaliście pierwszej części, to nie ma sensu sięgać po Układankę.


Kiedy David otrzymuje e-mail od nieznajomej kobiety, która twierdzi, że zna sekrety z jego dzieciństwa, nie wie, jak zareagować. Najchętniej zignorowałby wiadomość i skupił się na uporządkowaniu uczuć wobec pięknej znanej prawniczki Florence. Problem w tym, że David nie pamięta swoich pierwszych dwunastu lat życia. Ciekawość okazuje się silniejsza – i mężczyzna odpowiada na e-mail.
Niedługo potem kobieta, która się z nim skontaktowała, znika bez śladu, a David zostaje głównym podejrzanym. Ktoś zaczyna śledzić jego i wszystkich, na których mu zależy. Z pomocą Florence musi odkryć, kto za tym wszystkim stoi – i co wspólnego ma z jego utraconymi wspomnieniami.
W cieniu czai się tajemnica sprzed dziesięcioleci, a ci, którzy zrobią wszystko, by prawda nigdy nie ujrzała światła dziennego, mają naprawdę wiele do stracenia.


Autor na początku książki przypomina nieco najważniejsze sytuacje, jakie spotkały naszych bohaterów w poprzednim tomie, dzięki czemu nieco łatwiej przypomnieć sobie ich historię. Ponownie zagłębiamy się w tematy związane z utratą pamięci. Portrety psychologiczne postaci to tutaj istny majstersztyk — idealnie dopracowane i naprawdę można wejść w ich głowy. Historia jest wielowątkowa, więc warto skupić się, by czegoś nie przeoczyć. Autor powoli rozwija także wątki rozpoczęte w poprzedniej części. Trochę nam wyjaśnia i uchyla rąbka tajemnicy. Krótkie rozdziały sprawiają, że książkę czyta się błyskawicznie. Znajdziecie w niej obszerne opisy, ale napisane są a tyle dobrze, że nie nudzą.


Uwielbiam skandynawskie thrillery, a Układanka idealnie wpasowuje się w ten gatunek. Henrik Fexeus to ekspert w dziedzinie psychologii, gwiazda szwedzkiej telewizji, która „czyta w myślach”. Uczy innych, jak rozumieć i manipulować ludzkim zachowaniem za pomocą mowy ciała i perswazji. I właśnie to dostajemy w jego książce. Ukazuje, jak łatwo manipulować czyimiś wspomnieniami. Mąci w głowie czytelnikowi, sprawiając, że tak naprawdę nie wiemy, komu możemy zaufać, kim jest ten zły i czy na pewno jest on tym złym. Układanka trzyma poziom Zwierzęcia ofiarnego. Naprawdę podoba mi się ta seria i nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Jeśli lubicie mroczne i niejednoznaczne historie, to ta powinna przypaść Wam do gustu. Fani thrillerów i kryminałów odnajdą się w niej dosyć szybko.


Ilość stron: 429
Wydawnictwo: Czarna owca

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca :)















[1016] Recenzja: Świat jest teatrem – Remigiusz Mróz

0 | Skomentuj

„Mądremu nie musisz nic tłumaczyć, a głupiego i tak nie przekonasz”, czyli drugi tom Raportu.


Świat jest teatrem to drugi tom serii wydanej w tamtym roku przez jednego z najpłodniejszych polskich autorów — Remigiusza Mroza. Zabiera on nas w świat dziennikarzy i ich codziennej pracy. Myślę, że warto czytać tę serię chronologicznie, ponieważ wracają w tej części bohaterowie Piekło jest puste.


Z dachu jednego z budynków w warszawskim Śródmieściu, skacze kobieta, która nie miała żadnego powodu, by odebrać sobie życie. Służby nie podejrzewają przestępczego działania, dziennikarze wprost przeciwnie. Ofiara była bowiem bratanicą zmarłej reporterki, która jako jedyna znała prawdę na temat tajemniczej postaci – Boreasza.

Ekipa „Raportu NSI” rozpoczyna dziennikarskie śledztwo i odkrywa, że zmarła dziennikarka zostawiła serię zakodowanych wiadomości, prowadzących do rozwiązania tajemnicy. Rozpoczyna się wyścig z czasem, w którym reporterzy śledczy muszą wyprzedzić śmierć.


Sam opis zwiastuje nam już ciekawą historię, pełną niewiadomych. Od samego początku akcja jest dynamiczna — z jednego z warszawskich budynków skacze kobieta. Policja uznaje to za samobójstwo, ale dziennikarze Raportu NSI nie dają za wygraną i postanawiają na własną rękę odkryć prawdę. Szczególnie że zmarła była rodziną Patrycji Dobskiej, która przepłaciła życiem swoją wiedzę o pewnej tajemniczej postaci. Na przestrzeni tych dwóch tomów możemy zaobserwować, jak nasi bohaterowie coraz lepiej ze sobą współpracują — stali się zżyci. Postacie są wyraziste, mają swoje problemy i cały bagaż emocjonalny, który tylko czeka, aby wybuchnąć. Zmuszeni do współpracy stanowią ciekawy obraz relacji międzyludzkich.


To ciekawe zagranie — rozwiązywać zagadkę kryminalną patrząc ze strony dziennikarza śledczego. Możemy poznać tajniki takiej pracy i poczuć się nieco jak detektyw. Mróz nie odkrywa wszystkich kart naraz — buduje napięcie i owija tajemnicą postać Boreasza. Umiejętnie manipuluje czytelnikiem, rzucając mu nowe tropy (nie zawsze są one trafne). Powoli zaczynamy łączyć kropki, by dojść do prezentowanego rozwiązania. Po takim zakończeniu jestem ciekawa kolejnego tomu i mam nadzieję, że będzie on trzymać poziom swoich poprzedników. Jeśli lubcie serię z Chyłką to myślę, że Świat jest teatrem również przypadnie wam do gustu. Tytuł świetnie pasuje do tej fabuły. Czytając ją, dowiesz się, kto rozdaje role ofiarom.


Ilość stron: 496

Wydawnictwo: Czwarta Strona


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona :)



[1015] Recenzja: Czy to Eva jest złodziejką? – Como Delaurean

0 | Skomentuj

„Mamy szesnaście wskazówek, czterdzieści tysięcy siedemdziesięciu dziecięciu podejrzanych. To śledztwo na wielką skalę...”, czyli zagadka kryminalna na miarę Arsene Lupina.


Czy Eva jest złodziejką? to nie jest typowa książka. To zagadka kryminalna z 40 079 podejrzanymi i tylko jednym sprawcą. Uwielbiam sięgać po takie pozycje, dlatego nie wahałam się przed lekturą tej historii.

Odkryj zupełnie nowy gatunek zagadek kryminalnych! Sprawdź swoją spostrzegawczość, umiejętność logicznego myślenia i dedukcji. W tym niezwykle angażującym śledztwie każdy szczegół może mieć znaczenie.
W Zamku Noxbridge, siedzibie muzeum miliardera Henry’ego Blythewooda, do­szło do włamania. Bezcenne klejnoty zniknęły w ciągu jednej nocy. Ostatnią osobą, która przebywała na miejscu w noc kradzieży, była Eva, asystentka kustosza. Natychmiast pada na nią podejrzenie... ale Eva utrzymuje, że jest niewinna.
Czy potrafisz oddzielić prawdę od fikcji i zidentyfiko­wać sprawcę?
Poza Evą, Interpol dostarczył listę 40 079 podejrzanych, z których każdy mógł zorganizować włamanie. Twoim zadaniem będzie zidentyfikowanie złodzieja poprzez skreślenie 40 078 niewinnych z listy przy pomocy szes­nastu wskazówek.


Como Delaurean stworzyła zagadkę, którą rozwiążemy za pomocą 16 wskazówek. Większość tej książki zajmują imiona podejrzanych rozpisane na dwadzieścia list. 40 079 imion, a tylko jedno jest rozwiązaniem. Wcale nie jest to takie łatwe, jak może się początkowo wydawać. Sama ilość podejrzanych jest tak duża, że zanim zaczniemy ich eliminować to minie kilka godzin. To naprawdę świetna zabawa, która wymaga od czytelnika myślenia, ponieważ każda wskazówka ma znacznie. Musimy je łączyć i uważnie czytać oraz umiejętnie dobierać osoby do skreślania z listy.


Sama ilość imion może przytłaczać, ale myślę, że jest do ogarnięcia. Fani zagadek i łamigłówek kryminalnych na pewno się nie zawiodą. Całość jest angażująca i stanowi ciekawą odskocznię od typowych książek. Zapewni wam także kilka godzin rozrywki. Można także grać w kilka osób, wtedy szybciej rozwiążecie zagadkę. Czy Eva jest złodziejką? to ciekawa pozycja, która pobudza myślenie i pozwala oderwać się od problemów życia codziennego.



Ilość stron: 206
Wydawnictwo: W.A.B.


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu W.A.B.  ;)
© Mrs Black | WS X X X