[1012] Recenzja: Wspomnienia Sherlocka Holmesa – Arthur Conan Doyle
[1011] Recenzja: Żałobnica – Robert Małecki
Robert Małecki jest jednym z moich ulubionych polskich pisarzy i nie mogłam przejść obojętnie obok Żałobnicy. Jej recenzje jednak są skrajnie różne. Pierwotnie wydana przez Wydawnictwo Czwarta Strona w 2020 roku, teraz powraca w nowej okładce w Wydawnictwie Literackim.
Anna w wyniku dramatycznego wypadku traci męża i pasierbicę. Jej życie, już wcześniej nieidealne, teraz całkiem rozpada się na kawałki. Kobieta nagle zostaje sama z otrzymanym w spadku sporym majątkiem i przeszłością, która puka do jej drzwi…
Jakie zdarzenia może pociągnąć za sobą jedna tragedia?
Anna nabiera przekonania, że ktoś stopniowo przejmuje kontrolę nad jej życiem. Wroga siatka relacji zaciska się wokół niej. Skrywane od dawna sekrety wychodzą na światło dzienne i chociaż bardzo chce od nich uciec – są bliżej niż kiedykolwiek. Czas stawić im czoła lub zginąć w otchłani kłamstw.
Żałobnica jest niezależną książką, więc jeśli nie czytaliście poprzednich powieści autora, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby zapoznać z tą książką. Napięcie trzyma od początku do końca. Cały czas nie wiemy, czy nasza główna bohaterka jest postacią pozytywną, czy może negatywną. Tajemnice wiszą nad bohaterami i krok po kroku je odkrywamy. Autor starał się ukazać myśli kobiet, ale przemyślenie Anny są dosyć nużące i momentami nudne.
Małecki ma świetny styl i jego książki czyta się z przyjemnością. Jestem wielką fanką jego serii z Grossem. Niestety muszę przyznać, że Żałobnica jest gorsza od Bernarda Grossa. Po jej przeczytaniu czegoś mi w niej brakuje. Zakończenie niezbyt mnie zachwyciło. Historia miała potencjał, ale po drodze coś się popsuło. Autor nadal umiejętnie manipuluje czytelnikiem, wprowadzając do fabuły nowe wątki i tropy, ale mimo to nie jest to poziom taki jak we wspomnianej wyżej serii.
Mamy tutaj sporo obyczajówki, ale nie przeszkadza to jakoś bardziej w historii. Mam mieszane odczucia po lekturze – z jednej strony podobała mi się, a z drugiej czegoś mi brakowało. Nie wiem, czy to dlatego, że za bardzo się na nią nastawiałam. Jeśli jeszcze nie czytaliście nic tego autora, to raczej polecam zacząć od Grossa, abyście się nie zawiedli. Żałobnica to lekki kryminał z dużym wątkiem obyczajowym. Jest poprawna, ale nic mnie w niej nie zaskoczyło.
Ilość stron: 361
Wydawnictwo: Literackie
[1010] Recenzja: Zachłanne morze – De Elizabeth
De Elizabeth zabiera nas do podmorskiego miasteczka, które pulsuje od skrzętnie skrywanych tajemnic. Zachłanne morze to jej debiut literacki określany jako dark fantasy lub horror romance.
Opowieść o ciemności czającej się w głębi. O sile miłości i przyjaźni, które pozwalają przezwyciężyć wszystko.
W czasach, gdy wszędzie trwały polowania na czarownice, Loch Creek zasłynęło jako bezpieczna przystań prześladowanych kobiet. Teraz idylliczny nastrój turystycznego kurortu zakłócają dziwne zdarzenia. Kończącą liceum Briar miasteczko mocno trzyma w swoich szponach. Podczas gdy jej przyjaciele wybierają się na wymarzone studia, ona musi zostać w domu. Obawia się, że zginie tu, wśród fal, które pochłonęły jej brata bliźniaka trzynaście lat temu.
W dodatku jej najlepszy przyjaciel, Finn, którego kochała od dzieciństwa, znika w czasie miejskiego festynu. I nikt go nie pamięta, jakby nigdy nie istniał...
Tylko jedna osoba może pomóc jej go odnaleźć: Morgan, największa przeciwniczka Briar, znająca jej najmroczniejszy sekret.
Klimat tej powieści jest mroczny, duszny i oplata czytelnika niczym kokon. Czuć chłód bijący od morza. Briar, nasza główna bohaterka, straciła kilkanaście lat temu swojego brata bliźniaka. Przez lata żyła w poczuciu winy, że ona dalej żyje. Loch Creek niegdyś słynęło jako bezpieczne miejsce dla prześladowanych kobiet. Jednak Briar pragnie wydostać się z tego miejsca. Jej przyjaciele wyjeżdżają na studia, a ona musi zostać. Na domiar złego znika bez śladu jej przyjaciel Finn. Co sprawiło, że nikt nie go nie pamięta?
Książka jest napisana prostym i współczesnym językiem, dzięki czemu szybko się ją czyta. Motyw found family odkrywa tutaj wielką rolę. Powoli obserwujemy, jak budują się relacje pomiędzy bohaterami. Oprócz wątków romantycznych mamy też przyjaźń, która swoją siłą jest w stanie pokonać przeciwności losu. Jakoś nie potrafiłam polubić Briar. Właściwie to żaden z bohaterów zapewne nie zostanie w mojej pamięci na dłużej. Największych atutem tej opowieści jest jej klimat i miejsce rozgrywania akcji. Autorka dawkuje informacje i stopniowo odkrywamy jakie tajemnice rządzą Loch Creek. Czuć oddech śmierci na karku, który towarzyszy naszym bohaterom. Książka typowo dla nastolatków.
Ilość stron: 478
Wydawnictwo: Uroboros
[1009] Recenzja: A rzeka wciąga ją na dno – Jihyun Yun
A rzeka wciąga ją na dno to debiut literacki Jihyun Yun, która na co dzień mieszka w San Francisco. Pięknie wydana – w twardej oprawie i z barwionymi brzegami – książka przyciąga uwagę. Sam opis zwiastuje natomiast ciekawą powieść fantasy.
Rzeka pamięta więcej, niż ktokolwiek chciałby przyznać. A niektórych sekretów nie da się wiecznie zatrzymać pod powierzchnią wody.
Soojin odziedziczyła po przodkach magiczne zdolności. I zawsze trzymała się wpojonej zasady: nie próbuj wskrzeszać niczego większego niż własna dłoń. Do czasu, gdy umarła jej starsza siostra…Kiedy ciało Mirae zostaje znalezione w rzece przepływającej przez ich małe nadmorskie miasteczko, Soojin łamie wszystkie zakazy. Sięga po magię i przywraca Mirae do życia. Początkowo siostry są szczęśliwe: nocami wymykają się z domu, ciesząc się, że znów są razem. Jednak życie w ukryciu zaczyna coraz bardziej ciążyć starszej z nich. Mirae z każdym dniem staje się coraz bardziej niespokojna… i coraz bardziej głodna. Za wszelką cenę chce odkryć prawdę, która przed laty zniszczyła ich rodzinę. Kierują nią gniew i niepohamowana żądza zemsty. Gdy miasteczko nawiedzają gwałtowne ulewy, a następnie dochodzi do serii makabrycznych i niewytłumaczalnych zgonów, Soojin zaczyna rozumieć, że siostra, którą sprowadziła z zaświatów, nie jest sobą.
To opowieść o dwóch siostrach i niezwykłym talencie przywracania do życia. Soojin, mimo iż zna konsekwencje swojego czynu, postanawia przywrócić do życia swoją siostrę. Samotność przejęła nad nią kontrolę. Swoim zachowaniem pokazuje, że jest samolubna, a rozpacz odbiera jej zdroworozsądkowe myślenie. Jest to postać, którą ciężko obdarzyć sympatią. Ciekawszą bohaterką jest jej siostra Mirae. Jednak mimo że z początku wszystko wydaje się w porządku, to jedna nowo wskrzeszona zaczyna zachowywać się coraz dziwniej. Podczas czytania należy się skupić, ponieważ autorka zabiera nas w podróż po kilku liniach czasowych – przeszłość we wspomnieniach czy też tajemnicze wizje. Klimat tej opowieści pochłania czytelnika od pierwszych stron – mroczny, duszący i okalający niepokojem.
Autor podejmuje w swojej książce temat żałoby – kurczowe trzymanie się zmarłego nie przynosi nic dobrego. Czasami po prostu lepiej odpuścić i dać odejść. Ta historia pokazuje wielką miłość siostrzaną – zdolną do pokonywania przeciwności. A rzeka wciąga ją na dno gwarantuje nam pełen wachlarz emocji – od smutku i rozpaczy po wielką radość, od cierpienia do śmiechu. Napisana prostym, ale i pięknym językiem. Wciąga czytelnika w tej nieco dziwny świat i nie pozwala się od niej oderwać. Jihyun Yun połączyła powieść fantastyczną z elementami horroru oraz grozy. Całość współgra ze sobą, tworząc ciekawą historię wartą przeczytania.
Wydawnictwo: SeeYA























































