[1014] Recenzja: Mąż, którego zabiła – Mina Sakurai

0 | Skomentuj

„Straciłam wszystko, co miałam do tej pory”, czyli demony z przeszłości w natarciu.


Mina Sakurai ma na swoim koncie kilka książek, została wyróżniona również Nagrodą Doskonałości podczas Japan Media Arts Festival w 2021 roku. Mąż, którego zabiła to jej pierwsza książka przetłumaczona na język polski. Wielokrotnie podkreślam, że uwielbiam literaturę azjatycką, dlatego z wielką ochotą rozpoczęłam lekturę.


Mana Suzukura wiedzie spokojne życie w Tokio. Ma pracę, mieszkanie i wreszcie poczucie kontroli nad własnym losem. Przeszłość, od której uciekła, miała pozostać na zawsze pogrzebana. Razem z mężczyzną, który ją zniszczył.

Gdy jednak w jej życiu pojawia się natarczywy współpracownik, a chwilę później pod drzwiami staje mąż, którego uważała za martwego, świat Many rozpada się na nowo.

Kazuki twierdzi, że przeżył wypadek, stracił pamięć i chce zacząć od początku. Jest uprzejmy, troskliwy… zupełnie niepodobny do brutalnego człowieka, którego Mana pamięta.

Czy amnezja naprawdę może zmienić człowieka?

A może to tylko kolejna forma manipulacji?

I jak to możliwe, że mąż, którego zabiła, powrócił?


Sam opis zwiastuje ciekawy thriller i pomysł na książkę był naprawdę oryginalny. Nasza główna bohaterka mieszka w Tokio i próbuje zapomnieć o bolesnej przeszłości. Pięć lat temu zepchnęła męża z klifu, jednak gdy ten pojawia się przed nią żywy, spokojne życie Many rozpada się. Powrót męża, który był dla niej oprawcą, budzi pogrzebane demony. Autorka nie ujawnia zbyt szybko przeszłości głównej bohaterki. Stopniowo odkrywamy ją kawałek po kawałku. Mina Sakurai uwielbia zwroty akcji i nieprawdopodobne zbiegi wydarzeń, ale ich nadmiar z biegiem historii zaczyna nieco męczyć.


Mąż, którego zabiła to książka pełna trudnych tematów od zaniedbań ze strony rodziców poprzez prostytucję aż do znęcania się nad innymi. Akcja nie pędzi tutaj niczym rollercoaster — to raczej spokojna, melancholijna opowieść ze sporym wątkiem obyczajowym. Autorka kreuje tajemniczy klimat — nie wiemy, z czym za chwilę wyskoczy. Manipulacje wylewają się z każdej kolejne strony, a strach towarzyszy do samego końca. Jest to dosyć specyficzna książka, która na pewno nie wszystkim przypadnie do gustu. Sama do końca nie wiem, czy mi się podobała. Miejscami sam styl był chaotyczny i język jakiś dziwny. Autorka chyba za wiele rzeczy chciała wpleść w fabułę, co nie wyszło jej na dobre. Całość nie jest zbyt długa i szybko się ją czyta.



Ilość stron: 214

Wydawnictwo: Czwarta Strona


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona :)


[1013] Recenzja: To Cage a Wild Bird – Brooke Fast

0 | Skomentuj

 „Zapewne nikt, kto jest na tyle głupi, aby zniewolić dzikiego ptaka, nie powinien oczekiwać, że ten będzie dla niego śpiewał w klatce”, czyli debiut Brooke Fast.


Brooke Fast to popularna instagramerka znana jako @librarybrookes. To Cage a Wild Bird jest jej pierwszą powieścią i jednocześnie pierwszym tomem z cyklu Divided Fates. Książka ta błyskawicznie wspięła się na listę bestsellerów New York Timesa.


Raven Thorne jest uzdolnioną łowczynią głów w Dividium, żyjącą na marginesie społeczeństwa. Kiedy jej młodszy brat, Jed, zostaje skazany na pobyt w więzieniu Endlock, Raven zrobi wszystko, by go uratować – nawet jeśli oznacza to dla niej aresztowanie.

Uwięziona w miejscu, gdzie niebezpieczeństwo czyha za każdym rogiem, Raven musi wykorzystać cały swój spryt i siłę, by chronić Jeda i siebie. Ale pojawia się jedna, najmniej spodziewana przeszkoda: strażnik więzienny, który porusza coś głęboko w jej wnętrzu. Mężczyzna, którego powinna nienawidzić. Mężczyzna, którego prawdziwych motywów nie sposób określić.


Dividium zostaje po wojnie podzielone na trzy sektory — Dolny, Centralny i Górny. Nasza główna bohaterka, Raven Thorne mieszka w Dolnym sektorze i jest łowczynią głów, by zapewnić byt bratu. Gdy Jed (brat) trafia do więzienia, zaczyna się nasza historia, w której niebezpieczeństwo czyha z każdej strony. Dziewczyna daje się aresztować i zawiera pakt z Kolektywem, by móc wraz z bratem uciec z niewoli. W miejscu, do którego trafiła, odbywają się polowania, które mają stanowić rozrywkę. Powoli zapoznajemy się z zasadami panującymi więzieniu Endlock, a nasza bohaterka zbiera coraz więcej informacji. Wkrótce nawiązuje także romans z jednym ze strażników.


To Cage a Wild Bird to zlepek kilkunastu motywów znanych nam z innych serii. W książce znajdziemy brutalne opisy znęcania się nad więźniami. Oprócz złych doświadczeń osadzeni znajdują nowe przyjaźnie i zawierają pakty. Brooke Fast ujawnia mroczną stronę ludzkiej psychiki tych najwyżej postawionych — uwielbiają bawić się kosztem zwykłych ludzi. Sam wątek romantyczny jest tutaj dla mnie największą wadą. Jest nierealny i poprowadzony zdecydowanie za szybko (po kilku spotkaniach jest już tak nim zauroczona i ufa mu tak bardzo). Sam pomysł był ciekawy, ale gdy w połowie książki romans wybił się na pierwsze miejsce, fabuła wiele na tym straciła.


To dystopijne romatasy jest inspirowane bohaterami innej serii — Niezgodnej. Jeśli jesteście fanami takich książek jak wcześniej wspomniana Niezgodna czy też Igrzyska śmierci lub Więzień labiryntu to To Cage a Wild Bird powinna przypaść Wam do gustu. Czyta się ją szybko i nie wymaga większego zaangażowania od czytelnika.


Ilość stron: 430

Wydawnictwo: Uroboros


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Uroboros ;)







[1012] Recenzja: Wspomnienia Sherlocka Holmesa – Arthur Conan Doyle

0 | Skomentuj

„Jakkolwiek by było, pewność jest zawsze lepsza od niejasnych przypuszczeń”, czyli kilka spraw wybitnego detektywa.


Wspomnienia Sherlocka Holmesa to już kolejny tom wydany w nowej odsłonie przez Wydawnictwo W.A.B. Postać Sherlocka Holmesa, genialnego detektywa, jest wielokrotnie adaptowana. Pojawia się w filmach czy też serialach. Tworzy się bohaterów na jego wzór. Zanim sięgnęłam po tę serię (kilka lat temu), to najpierw widziałam serial BBC Sherlock z Benedictem Cumberbatchem i Martinem Freemanem i od tamtej pory Sherlock i John zawsze mają ich twarz. Jeśli nie oglądaliście, to polecam nadrobić — jeden z moich ulubionych seriali.


Sherlock Holmes ma do rozwiązania jedenaście nowych zagadek – zagłębia się w intrygi kryminalne, demaskuje spiski i musi zmierzyć się z przeciwnikami, którzy czasami dorównują mu inteligencją. Jednak dzięki swojemu chłodnemu analitycznemu umysłowi i niesamowitej spostrzegawczości zazwyczaj udaje mu się dotrzeć do prawdy i przechytrzyć wrogów.


Wspomnienia Sherlocka Holmesa to zbiór jedenastu opowiadań: Srebrny Płomień, Żółta twarz, Bukmacher, Gloria Scott, Rytuał rodziny Musgrave, Zagadka z Reigate, Kaleka, Pacjent rezydent, Tłumacz greckiego, Traktat morski, Ostatni epizod. Wraz z Doktorem Watsonem zagłębiają się w skomplikowane sprawy — od morderstw i zaginięć poprzez kradzieże, genialny detektyw rozwiązuje sprawy, które wydają się nie do rozwiązania. Możemy obserwować, jak pracuje genialny detektyw i jak widzi to, co dla zwykłego człowieka jest niewidoczne.


Nie lubię zbiorów opowiadań i myślę, że Sherlock wypada jednak lepiej w dłuższej formie. Tutaj czasami niektóre sprawy zostały poprowadzone po macoszemu — nie zrobiły większego wrażenia, a inne wciągały do pierwszych stron. Można je sobie dawkować i czytać pomiędzy innymi powieściami. Obserwujemy, jak na przestrzeni lat rozwijała się relacja pomiędzy naszymi bohaterami. Jednak Watson dalej jest zafascynowany detektywem, a sam Holmes jest nie tylko genialny, ale i nieco arogancki. Ale za to ich lubimy — świetnie ze sobą współgrają, tworząc duet, który od lat zbiera rzeszę fanów. Warto pamiętać, że jest to książka wydana w 1893 roku, a więc język i styl będzie nieco inny. Jednak mimo to czyta się ją dosyć szybko, a każde opowiadanie zaprasza nad do wspólnego rozwiązywania zagadki.


Ilość stron: 412
Wydawnictwo: W.A.B.

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu W.A.B.  ;)

[1011] Recenzja: Żałobnica – Robert Małecki

0 | Skomentuj

„Przeszłości czasem trzeba stawić czoło – mówi jak moja matka. – Inaczej nie pozwoli nam uciec. Przeszłość jest jak kotwica”, czyli Małecki w natarciu.


Robert Małecki jest jednym z moich ulubionych polskich pisarzy i nie mogłam przejść obojętnie obok Żałobnicy. Jej recenzje jednak są skrajnie różne. Pierwotnie wydana przez Wydawnictwo Czwarta Strona w 2020 roku, teraz powraca w nowej okładce w Wydawnictwie Literackim.


Anna w wyniku dramatycznego wypadku traci męża i pasierbicę. Jej życie, już wcześniej nieidealne, teraz całkiem rozpada się na kawałki. Kobieta nagle zostaje sama z otrzymanym w spadku sporym majątkiem i przeszłością, która puka do jej drzwi…

Jakie zdarzenia może pociągnąć za sobą jedna tragedia?

Anna nabiera przekonania, że ktoś stopniowo przejmuje kontrolę nad jej życiem. Wroga siatka relacji zaciska się wokół niej. Skrywane od dawna sekrety wychodzą na światło dzienne i chociaż bardzo chce od nich uciec – są bliżej niż kiedykolwiek. Czas stawić im czoła lub zginąć w otchłani kłamstw.


Żałobnica jest niezależną książką, więc jeśli nie czytaliście poprzednich powieści autora, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby zapoznać z tą książką. Napięcie trzyma od początku do końca. Cały czas nie wiemy, czy nasza główna bohaterka jest postacią pozytywną, czy może negatywną. Tajemnice wiszą nad bohaterami i krok po kroku je odkrywamy. Autor starał się ukazać myśli kobiet, ale przemyślenie Anny są dosyć nużące i momentami nudne.


Małecki ma świetny styl i jego książki czyta się z przyjemnością. Jestem wielką fanką jego serii z Grossem. Niestety muszę przyznać, że Żałobnica jest gorsza od Bernarda Grossa. Po jej przeczytaniu czegoś mi w niej brakuje. Zakończenie niezbyt mnie zachwyciło. Historia miała potencjał, ale po drodze coś się popsuło. Autor nadal umiejętnie manipuluje czytelnikiem, wprowadzając do fabuły nowe wątki i tropy, ale mimo to nie jest to poziom taki jak we wspomnianej wyżej serii.


Mamy tutaj sporo obyczajówki, ale nie przeszkadza to jakoś bardziej w historii. Mam mieszane odczucia po lekturze – z jednej strony podobała mi się, a z drugiej czegoś mi brakowało. Nie wiem, czy to dlatego, że za bardzo się na nią nastawiałam. Jeśli jeszcze nie czytaliście nic tego autora, to raczej polecam zacząć od Grossa, abyście się nie zawiedli. Żałobnica to lekki kryminał z dużym wątkiem obyczajowym. Jest poprawna, ale nic mnie w niej nie zaskoczyło.


Ilość stron: 361

Wydawnictwo: Literackie


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu ;)












© Mrs Black | WS X X X