[995] Recenzja: Ballada o spadających smokach – Sarah A. Parker

0 | Skomentuj

 „Obiecaj mi, że będziesz żyć, Raeve. Że nie przestaniesz oddychać. Że nie przestaniesz walczyć, żeby odnaleźć szczęście, o którym rozmawiałyśmy. Barwę. Miłość”, czyli solidna cegiełka romantasy.


Ballada o spadających smokach to drugi tom serii Spadające Księżyce. Jednocześnie jest to jedna z najdłuższych przeczytanych przeze mnie książek — liczy sobie 860 stron i zajęło mi trochę czasu, zanim udało mi się ją przeczytać. Jej piękne wydanie przyciąga wzrok — w twardej oprawie z barwionymi brzegami zachęca do przeczytania.


Raeve nadal płonie żądzą zemsty. I nadal płonie z miłości do Kaana Vaegora. Gdy dowiaduje się, że świat czeka najbardziej niszczycielski jak dotąd upadek księżyców, będzie musiała zdecydować, którą ścieżkę wybierze — śmierci, a może życia.

Kaan jest zdesperowany, by chronić swoje królestwo przed zagładą. Rozsyła wici rozproszonym przyjaciołom i bliskim, ale wciąż nie ma odpowiedzi — a czas ucieka. Oboje próbują ratować świat, któremu grozi koniec, i jednocześnie odpierać wrogów knujących krwawe intrygi. Ale najtrudniejsze, z czym przyjdzie się im zmierzyć, to tajemnica kryjąca się w przeszłości Raeve...


Jeśli liczycie na smoki, to w tym tomie się nie zawiedziecie — jest ich znacznie więcej niż w pierwszej części. Do tego mamy tutaj także takie wątki jak smocze walki, dowiadujemy się także trochę więcej o tym, jakie to są stworzenia. Jedną z rzeczy, która mnie niezmiennie irytowała, jest Raeve i jej brak wspomnień. Już od poprzedniej książki wiemy, że straciła pamięć, ale sama bohaterka dopiero bardzo powoli stara się odkryć zapomniane rzeczy. Jest wątek za bardzo przeciągnięty (by następnie rozwiązał się w ciągu kilku stron). Najlepiej zbudowanym bohaterem jest Kaan — jego relacja z Rygunem jest świetnie przedstawiona i śmiało można powiedzieć, że jest typowy green flag. Autorka wplata sporo wątków — dlatego, jeśli nie czytaliście pierwszego tomu, to odsyłam do niego (bo bez jego znajomości raczej nie odnajdziecie się w tym świecie). Sporo nowych postaci i historii z nimi związanych — przez co momentami akcja stoi w miejscu.



Z ostrzeżeń przed czytaniem można wymienić: śmierć, przemoc, drastyczne sceny seksualne, krew i wnętrzności, okrucieństwo wobec ludzi, jak i zwierząt. Nie jest to więc książka przyjemna i urocza. Ballada o spadających smokach to dosyć długa powieść, którą spokojnie można byłoby skrócić — wyciąć z dwieście stron i myślę, że nie straciłaby na tym. Opowieść ta stanowi romantasy, ale oprócz tego znajdziecie w niej polityczne intrygi, magiczne wątki i przeszłość, o której nie można zapomnieć.


Świat przedstawiony przez Sarahę A. Parker jest obszerny i mam wrażenie, że autorka nadal będzie go rozbudowywać. Jeśli lubicie romantasy, to ta seria powinna Wam się spodobać.


Ilość stron: 861

Wydawnictwo: Uroboros



Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu Uroboros ;)









[994] Recenzja: Ego – Marcel Moss

0 | Skomentuj

 „Na tym świecie źli ludzie nie zawsze dostają taką karę, na jaką zasługują”, czyli makabryczne zbrodnie seryjnego mordercy.


Marcel Moss to autor, którego chyba nie trzeba przedstawiać. Ma na swoim koncie kilkanaście książek kryminalnych. Dawno już nic nie czytałam tego autora, dlatego postanowiłam się skusić na Ego, która stanowi drugi tom z cyklu Błażej Heller i Malwina Zygart. Nie czytałam pierwszego tomu, ale opis drugiego na tyle mnie zaintrygował, że postanowiłam dać mu szansę.


Bolesławcem wstrząsa brutalne morderstwo młodej kobiety, której zwłoki odnaleziono w odludnym miejscu. Szczególną uwagę zwraca wyryta na jej ciele litera „R” – taka sama, jaką przed laty pozostawiał na swoich ofiarach Roland Zydar, zwany Raptorem.

Choć od dekady przebywa za kratami, komisarz Błażej Heller i jego partnerka, Malwina Zygart, podejrzewają, że może mieć z tą zbrodnią coś wspólnego. Postanawiają więc się z nim skonfrontować. Nie wiedzą jednak, że Raptor tylko na to czeka.

Wkrótce przestępca wciąga ich w psychologiczną grę, która okazuje się szczególnie niebezpieczna dla Malwiny – jego biologicznej córki. Kobieta, która wstąpiła do policji, by zerwać z trudną przeszłością, znów musi stanąć twarzą w twarz z człowiekiem, od którego przez całe życie próbowała się odciąć.

Tymczasem w mieście zostają odnalezione kolejne zmasakrowane zwłoki. Walcząc z czasem, Błażej i Malwina próbują ustalić, czy Raptor naprawdę działa zza krat, czy może ktoś uwierzył, że jest w stanie mu dorównać. A może nawet go prześcignąć.


Autor zabiera nas do Bolesławca, gdzie zostają odnalezione zwłoki młodej kobiety. Na jej ciele została wyryta litera „R”, którą niegdyś pozostawiał na swoich ofiarach Roland Zydar. Ten od lat pozostaje w więzieniu, ale czy na pewno można wykluczyć go z grona podejrzanych? Marcel Moss serwuje nam nie tylko zagadkę kryminalną — mamy tutaj także pełen wachlarz traumach i demonach z przeszłości. Nasza główna bohaterka Malwina Zygart jest córką seryjnego mordercy, która stara sobie poradzić z ranami z przeszłości. Teraz jednak one odżywają, kiedy to musi stawić mu czoło podczas śledztwa.


Autor umiejętnie manipuluje czytelnikiem i gdy już myślisz, że rozwiązałeś sprawę, on rzuca nowe tropy, które kompletnie zmieniają nasza przypuszczenia. Rzuca kłody pod nogi bohaterom, którzy naprawdę nie mają łatwo w życiu. Fabułę śledzimy z dwóch perspektyw — podglądamy, jak wygląda policyjne śledztwo i zaglądamy do umysłu mordercy. Napięcie wzrasta z każdą kolejną stroną i pozostaje z nami do samego końca. Nie czytałam pierwszego tomu, ale na początku Ego zostało co nieco przypomniane, więc nie miałam większych trudność w zrozumieniu fabuły. Przed nami zapewne kolejny tom i myślę, że skuszę się na niego. Ego to ciekawy kryminał, który potrafi wciągnąć czytelnika. Jednocześnie mroczny klimat pochłania czytelnika i otula go złowieszczym uściskiem.


Ilość stron: 383

Wydawnictwo: FILIA


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu FILIA ;)






[993] Recenzja: Myśl jak Sherlock Holmes – Ransom Riggs

0 | Skomentuj

 „W pewnym sensie Sherlock Holmes był pierwszych miejskim superbohaterem”, czyli jak myśli genialny detektyw.


Ransoma Riggsa możecie kojarzyć z cyklu Pani Peregrine, który był dosyć popularny i nawet został zekranizowany. Teraz powraca jako autor książki o najsłynniejszym detektywie — Sherlocku Holmesie. Jako kolejna książka wydana przez Wydawnictwo W.A.B. w ramach cyklu z tym bohaterem zabiera nas w świat dedukcji i licznych zagadek.


Ten dodatek do klasycznej serii powieści i opowiadań o Sherlocku Holmesie zgłębia metodologię pracy mistrza w detektywistycznym fachu. Postać Holmesa stanowi wzór niejednokrotnie powielany w literaturze i na ekranie, a jego techniki i sztuczki po dziś dzień stanowią inspirację dla śledczych i profesjonalnych detektywów – a dzięki temu podręcznikowi i Ty możesz dołączyć do tego grona.


Z książki, którą trzymasz w rękach, dowiesz się:

- jak łamać szyfry

- jak analizować odciski palców

- jak przechytrzyć geniusza zbrodni

- jak rozpoznać oszustwo


Książka została podzielona na trzy części – Umiejętności detektywistyczne, Umiejętności umożliwiające przetrwanie, Umiejętności przydatne w życiu. W każdej z tych części autor opracowuje sposób pracy detektywa, ujawnia jego metody działania, odkrywa sekrety dedukcji i ukazuje, jak działa ten wielki umysł. Opowiada o sposobach komunikacji z ludźmi, które mogą się przydać w codziennym życiu. Widać, że autor jest zafascynowany tą postacią i stara się innych zarazić swoim entuzjastycznym podejściem do Holmesa.


Z tej książki dowiemy się jak łamać szyfry, przesłuchiwać podejrzanych, analizować odciski palców, a nawet jak sfałszować własną śmierć. Myślę, że to pozycja dla wszystkich wiernych fanów Sherlocka Holmesa oraz Johna Watsona. Zawiera wiele ciekawostek i smaczków, których może nie wyłapaliście, czytając powieści Arthura Conana Doyle'a. Myśl jak Sherlock Holmesa stanowi ciekawi dodatek i uzupełnienie do tej serii.


Ilość stron: 262

Wydawnictwo: W.A.B.


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję wydawnictwu W.A.B.  ;)

[992] Recenzja: Oddział D – Freida McFadden

0 | Skomentuj

„W końcu dopiero gdy poznasz kogoś naprawdę obłąkanego, możesz się przekonać, że jesteś całkiem zdrowy”, czyli noc na oddziale zamkniętym szpitala psychiatrycznego.


Wydawnictwo Czwarta Strona prezentuje nam kolejną powieść spod pióra Freidy McFadden, autorki, którą pewnie większość z Was kojarzy. Ostatnio jest jej pełno i nie tak dawno czytałam jej Lokatorkę. Teraz przyszedł czas by odkryć Oddział D.


Nocna zmiana to nie tylko praca. To walka o przetrwanie.

Amy od dawna obawiała się nocnego dyżuru na Oddziale D – szpitalnej jednostce całodobowej opieki psychiatrycznej. Istnieją bardzo konkretne powody, dla których nigdy nie chciała objąć tej obowiązkowej zmiany. Powody, o których nikt nigdy nie może się dowiedzieć.

Z upływem kolejnych godzin Amy nabiera przekonania, że w obrębie tych ściśle strzeżonych murów dzieje się coś strasznego. Gdy pacjenci i personel zaczynają znikać bez śladu, staje się jasne, że wszyscy na oddziale są w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

Oddział D był dla Amy miejscem z najgorszych koszmarów.


Tym razem autorka postanowiła zaprosić nas na noc w... szpitale psychiatrycznym, gdzie poznamy kilka interesujących pacjentów. Nasza główna bohaterka Amy Brenner to studentka medycyny, która rozpoczyna pracę z chorymi. Nocny dyżur na zamkniętym oddziale psychiatrycznym jest jej prawdziwą próbą poradzenia sobie ze strachem i rozliczeniem z przeszłością. Oddział D jest dla niej znajomy — kiedyś to tu odwiedzała swoją przyjaciółkę. Historię poznajemy dwutorowo — przeszłość łączy się z teraźniejszością. Akcja powoli buduje napięcie, które odczuwalne jest do samego końca.


Sam schemat historii jest nam dobrze znany (jeśli czytaliście inne książki tej autorki to mniej więcej będziecie wiedzieć, jak całość będzie wyglądać). Krótkie rozdziały nadają dynamizmu fabule, a autorka lubi mieszać czytelnikom w głowach i wprowadzać wątki, które jedynie mają nas zmylić. Opowieść jest pełna tajemnic i niedopowiedzeń, które powoli będziemy odkrywać. Każdy z bohaterów ma coś do ukrycia. Pojawia się coraz więcej pytań, a liczne zwroty akcji nie pozwalają się nudzić. Liczne ofiary, szalone wizje i traumatyczne wspomnienia — Freida McFadden nie ma litości dla swoich bohaterów.


Sama fabuła wciąga i myślę, że można ją pochłonąć w jeden dłuższy wieczór. Nie jest pozbawiona wad, ale dostarczy Wam rozrywki. Thriller ten jest podobnych schematem do innych książek tej autorki (więc jeśli czytaliście coś od McFadden i Wam się podobało, to myślę, że i Oddział D przypadnie Wam do gustu).


Ilość stron: 339

Wydawnictwo: Czwarta Strona


Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona :)


© Mrs Black | WS X X X