Dominik Rafacz przedstawia Restauracja na końcu świata - część IX
– Czemu Giwer tak się trzęsie? – głos Zoplitzy wyrwał Yrwina z konsternacji. Jedyne, co sierżant ochotników widział, to puszka konserwy i jej ciemnoróżowa zawartość (nie był pewien, czy było to, jak głosił napis na pożółkłej etykiecie, mięso, czy może odpady z maszyny parówej, wolał o tym nie myśleć). Miał w nogach jakieś dwadzieścia pięć kilonóg. Dwadzieścia pieć kilonóg szlakiem haniebnego odwrotu okupionego potwornymi stratami. I wcale nie był pewien, czy nie będą musieli cofnąć się jeszcze bardziej... Ale o tym też nie myślał. Wszystkie wyobrażenia, cały sens życia skupiał się teraz na tej marnej, cynowej puszce, wyciągniętej z magazynów wojskowych Horanpola i cudem dostarczonej jednostkom na pierwszej linii. I w tej właśnie chwili Zoplitza przywołał go z powrotem do świata rzeczywistego. Pytanie wymagało chwili zastanowienia, gdyż Yrwin nie widział nieszczęśnika, lecz kiedy ujrzał kołyszącego się w pozycji embrionalnej ochotnika, znał od razu odpowiedź – nerwica. Detonacje, w połączeniu z makabrycznymi widokami ginących towarzyszy sprawił, że nieszczęśnikowi poprzestawiały się klepki w głowie. Na tym właśnie polega okrucieństwo wojny – słabi giną lub wariują, a ci, którzy potrafią wyłączyć myślenie, żyją, choć ich egzystencja traci jakikolwiek głębszy sens.
Kategoria: Zbiory opowiadań

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz