Ulotna przedstawia Into dust, n #55
Szczypta autodestrukcji. Morze alkoholu. Kilka godzin niezobowiązujące zabawy. Kolejna śliczna buźka do kolekcji. I voilà! Słodko - gorzki koniec jest już blisko. Dosłownie na wyciągnięcie ręki. Jego czekoladowe tęczówki patrzą na niego tak, jak jeszcze do niedawna patrzyły tamte. (Nie) zadowolony z siebie i pijany bardziej, niż kiedykolwiek wsuwa dłoń pod bluzkę stojącej nad nim dziewczyny. Gorąco liczy na to, że oberwie.
Chciałby.
Gdy, próbując doszukać się jakiejkolwiek głębi w pozornie znajomych oczach, zatapia palce w pachnących urojoną wanilią, sztywnych od lakieru włosach, ich właścicielka bezceremonialnie zaczyna się do niego dobierać. Jest taka dosłowna. I absolutnie nie podobna do tej na N.
Cudownie.
Czy jest jej jakoś na imię?
Kategoria: Romans
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz