Hermenegilda przedstawia Grimmauld Place 12
Pani Weasley nerwowo krążyła po kuchni. Zdążyła dzisiaj przypalić jedno ciasto oraz rozgotować makaron, który miał trafić do zupy. Hermiona była dla niej niczym córka, a jej zniknięcie sprawiło, że nie potrafiła się na niczym skupić. Właśnie starała się przygotować kolację, jednak nie miała pojęcia, od czego zacząć, dlatego też przechodziła się, sprawdzając zawartość szafek bez konkretnego celu. Nie mogąc wytrzymać napięcia, usiadła na krześle i pozwoliła kilku samotnym łzom opuścić jej smutne oczy. Spojrzała za okno. Rozpościerający się za nim krajobraz powoli zaczynał ogarniać mrok. Gdzieś tam, daleko, musiała znajdować się ta dwójka. Całkowicie bezbronna dwójka młodych osób.
— Och, Merlinie... — wyszeptała łamiącym się głosem. — Pomóż... pomóż im przeżyć i... i bezpiecznie wrócić do domu...
Nie dostała żadnej odpowiedzi. Przymknęła oczy i zaczęła głęboko oddychać, mając na celu uspokojenie swych skołatanych nerwów. Bała się o nich. Była przerażona coraz to nowszymi wizjami, które narzucał jej własny mózg. Z powrotem otworzyła oczy i gwałtownie wstała z krzesła, poprawiając przy tym fartuch, który miała na sobie. Rude włosy sterczały jej na wszystkie strony. Były w wielkim nieładzie, lecz ona nie widziała potrzeby i sensu poprawiania ich. Uznała, że najlepiej się czymś zająć, by chociaż na chwilę przestać zamartwiać się problemami. Wyszła z kuchni i udała się do pokoju swojej córki, by móc z nią porozmawiać.
Kategoria: Fanfiction, Harry Potter
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz