[831] Nowy post: Bo wszystko, czego potrzebuję to Ty!


FallenAngel przedstawia Rozdział XVII

Gdy usłyszałem, że najprawdopodobniej zostanę tatą, byłem szczęśliwy, jak nigdy w życiu. Niestety szybko przypomniałem sobie ostatnią sytuację z Nowego Jorku. Przed oczami znów stanęła mi wizja doktora Smitha, który mówił o chorobie mojej małżonki. Wtedy to nieprzyjemne schorzenie wywoływało u Amelii podobne dolegliwości. Tym razem chciałem, aby było inaczej. Naprawdę chciałem mieć dziecko z tą kobietą. O niczym innym nie marzyłem tak bardzo. No może było jeszcze coś, na czym mi tak bardzo zależało. Mianowicie było to szczęście mojej księżniczki. Gdyby ona nie pojawiła się w moim życiu, dziś byłbym całkiem innym człowiekiem. Jednak jej miłość miała na mnie naprawdę cudowny wpływ. Nie wyobrażałem sobie, że coś mogłoby nam zaszkodzić w drodze do naszego raju.

Siedzieliśmy w autokarze już od kilku godzin. Jechaliśmy na miejsce mojego koncertu, który miał się odbyć tego wieczora. Amy zasnęła w moich objęciach. Powoli wstałem z fotela i skierowałem się do następnego pomieszczenia. Autobus ten w środku bardzo przypominał przyczepę campingową, ponieważ znajdowało się w nim wszystko, czego potrzebował człowiek w trasie. Była w nim mała łazienka z prysznicem i toaletą, sypialnia z łóżkiem dwuosobowym oraz kabina przypominająca salon, gdzie do tej pory siedzieliśmy. Oczywiście kierowca miał osobne pomieszczenie, aby mógł w spokoju zająć się jazdą, a nie nami.

Położyłem kobietę na łóżku, a ona zaczęła się niespokojnie przeciągać. Choć na dworze nadal panował dzień, ja postanowiłem przespać się kilka godzin. Chciałem wypocząć trochę przed wieczornym show. Ściągnąłem z siebie bluzkę i zająłem miejsce obok swojej wybranki. Naciągnąłem na nas koc i przytuliłem się do kobiety. Morfeusz momentalnie zabrał mnie do swojej krainy.

Szedłem ulicą, trzymając za rękę małego chłopczyka. Esther i Phil biegali przed nami, a u mojego boku szła najpiękniejsza kobieta, jaką w życiu poznałem. Spojrzałem na dziecko, które wyrywało się z mojego uścisku. Maluch próbował dogonić psy, jednak moja dłoń mu na to nie pozwalała. Nim się zorientowałem, byliśmy w parku. Mały blondyn od razu pobiegł na zjeżdżalnie. Cóż kolor włosów maleństwa bardzo przypominał ten, który miał mój przyrodni brat na swojej czuprynie. Chłopak biegał, skakał po parku i co chwilę ścigał się z moim yorkiem i labradorem. Nagle w oddali zobaczyłem zbliżającą się do nas postać.

- Billy – usłyszałem swój krzyk, a brązowooki mały blondyn odwrócił się w moją stronę. Zanim zdążyłem zareagować, dzieciak był już w moich ramionach. Chłopczyk mocno wtulił się w moje ciało, a psy przybiegły za nim i wesoło merdały swoimi ogonami.

Kategoria: Fanfiction, Justin Bieber

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Mrs Black | WS X X X