Dariusz Tychon przedstawia Rozdział 16 - Krwawe ślady
Robert dalej milczał, tym razem już nie tylko kręcił obrączką, ale też zsuwał ją ze swojego palca i nakładał na niego z powrotem. – Ta policjantka ciągle sugerowała, że wykorzystywałeś Ninę! – wywrzeszczała. – Muszę wiedzieć jak było! – dodała jeszcze głośniej, wstała przy tym i zawisła nad mężem niczym gilotyna.
Malicki westchnął, potem mocno zaczerpnął powietrza i przez jakiś czas zdawał się zupełnie nie oddychać. W końcu wypuścił powietrze ponownie i wyznał:
– Nina mnie prowokowała.
Gdy wypowiadał te słowa, to nie patrzył na żonę, wzrok miał utkwiony w podłodze, w jej poklejonej, zabrudzonej tafli, która wciąż w kilku miejscach odbijała światło.
– Co? – Sylwia zdawała się nie dowierzać.
Podniósł wzrok, ale na krótką chwilę. Zazgrzytał zębami.
– Nie wiem co sobie myślała i wiem, że powinienem powiedzieć ci wcześniej, ale sądziłem, że jej minie. – Wstał i udał się do lodówki, by wziąć z niej coś mocniejszego. Było tylko piwo, więc zdecydował się na nie, ale ręce trzęsły mu się tak mocno, że dwa razy upuścił otwieracz. Napił się gazowanej cieczy i powrócił do salonu. – Zaczęło się niewinnie. – Usiadł naprzeciw żony i odłożył butelkę na szklaną ławę. – To były przypadki i ja tak je odbierałem, choć było ich sporo. Potem stawała się coraz bardziej śmiała, a ja jak tylko mogłem, unikałem z nią bycia sam na sam. Uciekałem.
– Co ty do mnie mówisz? – zapytała szeptem.
– Mówię prawdę i nie zamierzam niczego pomijać. – Chwycił za butelkę i opróżnił ją niemal całą w kilka łyków, jakby potrzebował się ochłodzić albo upić, bo inaczej prawda nie byłaby w stanie mu przejść przez gardło. – Jej towarzystwo mnie bolało, bo nie czułem się przy niej normalnie.
– Wychowałeś ją – przypomniała.
– Tak, ale nie była moją biologiczną córką i wiedziałem o tym. Wiedziałem i ja, i ona, i to nam nie ułatwiało! – uniósł się.
– Nie ułatwiało?
– Od początku... – Otworzył usta i poruszył żuchwą na boki. Pochylił głowę i potarł palcem wskazującym oraz kciukiem swój niegęsty, siwiejący zarost. – To był dziwny magnetyzm, Sylwia. Od początku czułem do twojej córki dziwną sympatię, inną niż do młodszej.
– Od początku? – dopytywała zszokowana.
– Tak, ale potem, gdy dorastała...
Brunetka nie wytrzymała. Energicznie wstała i podchodząc do męża, zamachnęła się tak mocno, że uderzenie wbiło go w oparcie, a przy tym o mało co, nie przewróciło fotela.
– Przecież jej nie zgwałciłem – warknął boleśnie, bo uderzenie naprawdę sromotnie go zapiekło. Przy wypowiadaniu słów patrzył pewnie na żonę, pomimo że z dołu i pomimo że ciągle zbierał się po ciosie jaki mu zadała.
– Może mi powiesz, że sama tego chciała!? – oburzyła się.
Kategoria: Thriller, Kryminał, Dramat, Obyczajówka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz