wrażliwiątko przedstawia Hermiona w skrzacim fartuszku
Wyobraźcie sobie tę nieprzeniknioną, gęstą ciemność spowijającą nie tylko świat czarodziejów, ale i mugolów, wyobraźcie sobie dementorów hulających po całej Wielkiej Brytanii, wysysając zewsząd resztki szczęścia, jakie mogły ostać się w tym obdartym z nadziei kraju. Wyobraźcie sobie, że podczas Bitwy o Hogwart (02.05.1998 r. NEVER FORGET!) Neville nigdy nie wyciągnął z Tiary Przydziału miecza Godryka Gryffindora, uszami wyobraźni usłyszcie mrożące krew w żyłach NYYYAHHHH! Lorda Voldemorta, wyobraźcie sobie strumień zielonego światła mknący wprost między oczy Harry'ego. Wybraniec po raz drugi pada bez życia, Hagrid przywołuje deszcz, a dumni, dostatecznie dobrze urodzeni żołnierze dobrej strony muszą podjąć wybór – zginąć dla sprawy czy stchórzyć, wybrać życie pod pantoflem śmierciożerców i samego Voldemorta? Tę rozkminę pozostawmy nielicznym szczęśliwcom, szczęśliwcom, którzy – w przeciwieństwie do Hermiony – mają wybór. Bo za naszą nie tak młodocianą czarownicę wybór już podjął fandom i niestety nie padło na śmierć, a ochłapy życia. Jakiego, pytacie? Śpieszę z odpowiedzią: życia jako podróbka skrzata domowego.
Kategoria: Refleksje
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz