Andatejka przedstawia Ulotność, cz. 4
– Nie widziałem pana wcześniej w tym stroju – rzucił Ciel, pozwalając, aby jego myśli wybrzmiały w korytarzu. Ciotki zresztą też nie widział, zawsze otaczała się swoją ukochaną czerwienią, aż ciężko mu było wyobrazić, że ona tak samo, jak Mallcote i reszta, w pracy wyglądali zupełnie inaczej niż w domu i na przyjęciach, gdzie pokazywali światu swoją druga twarz.
– Proszę mówić mi James – odwrócił się na chwilę, darząc ich ciepłym uśmiechem – używam go tylko tutaj, przy sekcji i w szpitalu, w trosce o dobro pacjentów.
– Nie spoufalam się ze współpracownikami – odpowiedział sucho Ciel, aż Mallcote jęknął w duchu. Czy ten dzieciak zawsze był taki gburowaty i oschły? Ile by nie próbował go do siebie zachęcić, zawsze kończyło się to fiaskiem.
– Jak często odzież robocza jest poddawana czyszczeniu? – zainteresował się Michaelis, a pytanie bruneta ponownie zbiło nieco Jamesa z tropu. Przez chwilę tylko popatrzył się na niego jak na idiotę, nie mogąc nic powiedzieć.
– Przynajmniej raz w tygodniu. W razie potrzeby, częściej. Co to ma wspólnego ze śledztwem?
– Proszę o wybaczenie, moje pytanie było niestosowne – odpowiedział z pełną kurtuazją w głosie kamerdyner. Mallcote odniósł wrażenie, jakby patrzył się na rękawy jego płaszcza i nieco niezgrabnym ruchem przysunął do siebie zaplamiony skrawek materiału, tak, aby był dokładnie między jego tułowiem, a ręką.
Kategoria: Fanfiction, Kuroshitsuji, Historyczne, Kryminał
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz