Mała Migotka przedstawia "#35 Lucyferze, nadchodzę!"
– Arek, co się dzieje? – zapytałam nieco wystraszona.
– Mam kłopoty, ale to nieważne – rzekł. – Co u Sary? Jak się ma?
Zdębiałam. To on mnie pyta o Sarę? MNIE?! Przecież to ja powinnam pytać jego!
– Czekaj... jakie kłopoty? I dlaczego mnie pytasz o Sarę? Przecież powinieneś wiedzieć jak się miewa.
Chłopak poruszył się niespokojnie i nerwowo przeczesał włosy dłonią. Zauważyłam, że jego ręka też jest obdrapana, posiniaczona i lekko opuchnięta.
– Nie mogę ci tego wyjaśnić, Charlotte – powiedział szybko. – Ale muszę wiedzieć, co z Sarą, rozumiesz?
Czy rozumiałam? Jasne, że za cholerę nic nie rozumiałam! Czy ja wyglądam na Einsteina?!
– Arek, to nie jest zabawne – powiedziałam poważnie. – Nie rozmawiałeś z rodzicami? Przecież na pewno ci powiedzieli co się stało.
Przewrócił niecierpliwie oczami.
– Gdybym nocował w domu, nie pytałbym się ciebie – warknął. – Co z dzieckiem?
Patrzyłam przez chwilę na posiniaczoną twarz rozmówcy i coraz bardziej nabierałam pewności, że to dwudziestolatek jest ojcem, dziecka Sary.
– Nie wiem – wyznałam zgodnie z prawdą. – Nic mi nie powiedzieli, bo nie jestem spokrewniona z Sarą.
Arek jęknął i znów przeczesał włosy. Wydaje mi się, że to jakiś jego taki tik nerwowy. Niektórym drga powieka, innym policzek, a jemu ręka przeczesuje głowę.
– Kurwa – mruknął. – Muszę wiedzieć.
– To twoje dziecko, prawda? – Nie wiem, czy powinnam pytać, ale co mam do stracenia?
Najwyżej chłopak powie, że to nie moja sprawa i tyle.
– Jasne, że moje – odpowiedział, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. – Moje i nie wiem zrobię Sarze, jeżeli poroniła. Lepiej żebym jej nie spotkał, bo ją rozniosę.
Och, jakie to romantyczne. Zamiast ją wspierać, on jej grozi. Faceci to jednak świnie.
Kategoria: Romans
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz