Ulotna przedstawia Into dust, n #56
Dwie godziny, pół butelki whisky i kilka przecznic dalej droga wcale nie wydawała się mniej kręta, błąkanie się po mieście rozsądniejsze, a liczenie rozświetlających ciemność nocy latarń mniej szaleńcze.
Nie, kiedy on szedł tuż obok. A raczej wlókł się uwieszony na jego ramieniu. Ciężar. Powód do zażenowania. Albo, jak kto woli, po prostu Olivier Welch. Zwał jak zwał. Obecnie bełkoczący bez ładu i składu, skutecznie zagłuszający (nie) przyjemny szum w jego głowie, absolutnie nie mający nic wspólnego ze słodkością. Być może i jeden z wielu, ale cholernie namacalny. Uśmiechnięty od ucha do ucha, rozgadany jak nigdy i wskazujący mu drogę do domu.
Kategoria: Romans
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz