L przedstawia 11.
...kiedy jednak już sterczałam przed posągiem chimery strzegącej wejścia do gabinetu zaczęłam zastanawiać się, czy to na pewno dobry pomysł. (...) Westchnęłam. "To może chwilę potrwać".
I tak zaczęłam wymieniać wszystkie czekoladowe słodycze, które przyszły mi do głowy. Czekoladowe szkielety, czekoladowe kociołki, czekoladowe różdżki, czekoladki z likierem, Shock-o-Choc... w pewnym momencie pomyślałam nawet, że hasłem może być po prostu czekolada, bo pani prefekt mogło się zebrać na żarciki (w końcu poczucie humoru Krukonów bardzo często oscylowało wokół tego typu rzeczy), jednak to również nie zadziałało, a ja zaczynałam powoli się załamywać. Wtedy już wymieniałam wszystkie słodycze niezależnie od tego, czy była w nich czekolada, czy nie - doszłam do wniosku, że Wallace po prostu się na mnie zemściła, podając mi fałszywą podpowiedź. Cóz, przynajmniej plus był taki, że i tak hasłem do gabinetu zawsze były słodycze, więc jakaś szansa na trafienie wciąż była.
- Cytrynowe dropsy. Krajanka z melasy. Karaluchy w syropie. Fuj, jak można jeść coś o takiej nazwie? - przerwałam, krzyżując ręce na piersi. Miałam już dość. Stałam jak kretynka i mówiłam do rzeźby nazwy słodyczy od blisko dwudziestu minut.
- Eksplodujące cukierki. Na gacie Merlina, nie mam pojęcia. Fasolki wszystkich smaków? Co za bezsens. - już prawie miałam zamiar odejść i się poddać, kiedy akurat posąg się odsunął, ukazując kręcone schody. (...)
- Wiesz Ann, karaluchy w syropie nie są takie złe. - odezwał się ktoś za moimi plecami, a ja odwróciłam się gwałtownie i moim oczom ukazał się nie kto inny, jak profesor Dumbledore. Patrzył na mnie i uśmiechał się, zapewne powstrzymując rozbawienie.
- Nigdy nie próbowałam. - wydusiłam być może niezbyt taktownie, ale zaskoczenie nie pozwoliło mi na nic innego.
Kategoria: Fanfiction, Harry Potter
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz