Rakshasha M. przedstawia Bitwa
Podłe istoty, mordercy, marionetki w rękach swego pana. Skrzywiła się, w poprzek rozpłatawszy tors kolejnego oponenta. Z rany pociekła oleista, czarna krew, w wyrwie pokazały się ciemne festony wnętrzności, a w powietrzu uniósł się obrzydliwy zapach zgnilizny i kału. Odwróciła się pośpiesznie, czując, jak żołądek podchodzi jej do gardła. Mimo zdolności do bezdusznego pozbawiania życia nadal była zbyt wrażliwa na pewne wonie, zwłaszcza okraszone podobnym widokiem.
- Miękniesz? – zawołał gdzieś obok zdyszany, złośliwy głos. Najznamienitszy rycerz królestwa szczerzył się do niej głupkowato, równocześnie pozbawiając swojego przeciwnika głowy. - Chciałbyś to zobaczyć, co? – odkrzyknęła z uśmiechem, jako że dzieliła ich odległość kilku metrów, a wrzaski ginących i szczęk oręża skutecznie zagłuszały większość słów. - Nie bardzo. – Zerknęła na Kirena nieco zdziwiona, wyciągając miecz z kolejnego ciała. – Walcząca przydasz się nam bardziej – dodał, po czym wywinąwszy zgrabny piruet, ciął nadzwyczaj ogromne monstrum przez brzuch.
Uniosła kąciki warg nieco wyżej, jednak nie miała czasu dalej podziwiać wyczynów mężczyzny. Następny przeciwnik zajął całą jej uwagę. Miał potężne, niezwykle umięśnione ciało, porośnięte gęstą i lśniącą sierścią – złotą, z czarnymi okręgami przypominającymi cętki. W zniekształconej, tylko trochę przypominającej ludzką twarzy błyszczały złowrogo bursztynowe ślepia, a paszczę zdobiły długie, ostre kły. Większość z Wyklętych przypominała zgraję bezmyślnych maszyn do siekania ludzi, jednak w oczach tego jednego dostrzegła błysk inteligencji. W mocarnych, okraszonych długimi pazurami łapach dzierżył dwusieczny topór i nie miała wątpliwości, że wiedział, jak dobrze go użyć.
Kategoria: Zbiory opowiadań
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz