Dariusz Tychon przedstawia Rozdział 4: Białe łąki
Kiedy Hektor wszedł do pokoju Cyntia nadal stała przy oknie. Patrzyła w dal i wdychała chłodne powietrze, które wpadało przez uchylony lufcik.
– Ja nie wiem już sama co myśleć. Może to ze mną jest coś nie tak? – żaliła się Cyntia myśląc, że do jej pokoju weszła Julia z obiecanym sokiem. – Jeden ode mnie uciekł, drugi nie chciał tknąć. To może zabrzmi zabawnie, ale ja naprawdę zawsze myślałam, że jestem ładna. Może się pomyliłam?
– Masz racje, pomyliłaś się – zabrzmiał dobrze jej znany baryton.
Z początku samą siebie utwierdzała w przekonaniu, że ma omamy słuchowe.
Hektor odłożył kwiaty na stolik, a szklankę położył na parapecie, jednocześnie stając za dziewczyną. Cyntia zerknęła na dłoń mężczyzny, tę bez jednego palca. Wtedy miała już pewność, że to on.
– Jak już mówiłem. – Chwycił dziewczynę za ramiona i obrócił przodem do siebie. – Myliłaś się. Ty nie jesteś ładna. Cyntio, ty jesteś piękna, naprawdę.
Hektor pogładził kobietę po policzku wierzchem dłoni, lecz ta odepchnęła jego rękę.
– Wyjdź stąd! Nie wiesz, że należy pukać!?
– Nie złość się, było otwarte – odpowiedział, zupełnie nie rozumiejąc o co jej chodzi.
– Nie dla ciebie!
– Daj mi się chociaż wytłumaczyć.
– Powiedziałeś już wszystko co miałeś do powiedzenia. Jestem piękna, ale niewystarczająco piękna dla pana Rodrigeza. Z resztą nazwałeś mnie dziwką, nie pamiętasz? Wyjdź!
– Nie nazwałem cię…
– Wyjdź! – Wskazała dłonią na drzwi.
– Cyntio, ja naprawdę rozumiem twoje oburzenie, ale daj mi się wytłumaczyć.
– Dobrze, tłumacz – syknęła, gdy zdała sobie sprawę z tego, że on nigdy nie da za wygraną. Chwyciła się za biodra dłońmi i wyczekiwała jego słów.
– Dziękuję za pozwolenie. – Schował prawą dłoń do kieszeni.
– Byle szybko – uprzedziła. – Co chcesz mi powiedzieć? Że jestem piękna ale nie w twoim typie? Że jestem ładna, ale ty masz inny gust? No dalej, proszę, mów. Zniosę wszystko i będziemy mieli już wyjaśnione.
Hektor spojrzał na podłogę, pokręcił głową i to kilkakrotnie, jakby zbierał myśli.
– Czemu nic nie mówisz!? – krzyknęła na niego.
– Czekam aż ty skończysz. Wychowano mnie z poszanowaniem dla kultury, nie chciałbym więc przerywać kobiecie.
– Jesteś w tej chwili bezczelny, bo wcześniej przerwałeś mi nieraz.
– Być może, ale nie w takiej sytuacji. Skończyłaś już? Już mogę?
– Proszę – wydała polecenie w niezwykle zrezygnowany, ale jednocześnie w nieobojętny sposób.
– Nie jesteś ładna, jesteś piękna. Nie jesteś w moim typie, bo jesteś o wiele lepsza niż mój typ. Nie odrzuciłem cię, nie chciałem jedynie się spieszyć, dlatego, że cię szanuję. Z kwiatami możesz zrobić co uważasz za słuszne, albo je wywalić, albo wstawić do wazonu. Nie będę zabierał ci więcej cennego czasu. – Odwrócił się na pięcie i wy
Kategoria: Historyczne, Romans, Erotyka, Dramat, Kryminalne
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz