[1122] Nowy post: Lady Justice


Lady Justice przedstawia Rozdział 18

Bagaże Metalliki i techników zostały wydane w tym samym czasie. Na taśmie pojawiały się czarne, kwadratowe walizki. Mało kto miał pewność, że zabiera swoją torbę. Zawsze dochodziło do jakiś wymian tuż przed zapakowaniem rzeczy do taksówki. Szczęśliwie, wszyscy dostali swoje rzeczy we własne ręce. Grupa ludzi ruszyła do wyjścia. Ludzie byli bardzo niecierpliwi. Choć był środek nocy, na lotnisku czekali najbliżsi. Panowie, widząc swoje żony, przyśpieszali kroku, aby je przywitać. Metallica wyszła jako ostatnia. Skylar i Lani już czekały. Obu malował się wielki uśmiech na twarzy, choć były bardzo zmęczone. Kirk zostawił swój bagaż koło Alice i Jamesa, aby uściskać kobietę. Lars tak samo. – Wyglądasz na przemęczoną – zauważył Duńczyk, przyglądając się badawczo Sky. – Coś się stało?
Kobieta milczała. Wydawała się opanowana, natomiast jej dusza śmiała się do rozpuku jelit. Perkusista ponowił pytanie.
– Lars… – szepnęła. – Jestem w ciąży – dodała nieco głośniej.
[...]
– Niegdyś grzebałem w kronikach mojej rodziny – zaczął, przyglądając się broni. –Dotarłem bardzo daleko, bo aż do dziewiątego wieku naszej ery. Dowiedziałem się, że moi przodkowie nie pochodzą z Ameryki, jak to wydawało mi się dotychczas. Wiesz, skąd byli moi dziadkowie? – spytał, spoglądając na niego. Blondynek pokiwał przecząco głową. – Pochodzili ze Skandynawii. Doszedłem do tego jako bardzo młody chłopak. Wtedy miałem jeszcze zapał do nauki – parsknął – i bardzo lubiłem historię. Zacząłem czytać, kim mogliby być moi dziadkowie i babcie. I wiesz, kim byli? – spytał ponownie, a chłopak znów zaprzeczył. – Byli wikingami. Na strychu w domu moja matka, zawsze trzymała jakieś stare książki. Z nich dowiedziałem się, kim byli ci wikingowie, jak walczyli i czym się zajmowali. Z kronik, które godzinami studiowałem w bibliotece publicznej, dowiedziałem się, że zamieszkali tu, gdy nagle zechcieli odkryć nowe horyzonty. Śmieszne, jak to można dowiedzieć się o swoich korzeniach. Coś we mnie jednak jeszcze z tego zostało. Wiesz dlaczego? – ponownie ruchem głowy powiedział „nie”. – Bo zacząłem walczyć. Walczyć tym, co mam teraz w ręku.
– Mieczem? – zająknął się.
– Dokładnie – mruknął cicho.
– A co ja mam do tego?
– Wyglądasz mi na dobrego, honorowego chłopaka, z którego może być świetny motocyklista. Ale tacy faceci jak my, muszą umieć walczyć wszystkim. Nożem, mieczem, toporem. Po prostu wszystkim. – wyjaśnił, rzucając mu potężną tarczę. Blondas złapał ją w locie, co nie umknęło motocykliście. – Może wolisz topór? – zaproponował. – Tak, poproszę – odpowiedział z wyczuwalną nutką niepewności. Bardzo zdziwiło to brodacza. Bez wahania podał mu broń, która wbił w dach przy wyjmowaniu tarcz. Zanim przystąpił do walki, zdjął t-shirt, który był tylko zbędnym elementem jego ubioru.
– Tego nie będę ci rzucać. Wiesz jak to trzymać, głupi nie jesteś. Prawa ręka toporek, lewa tarcza. Trzymaj ją sztywno. Ona cię broni, jest jak twoja matka, gdy ktoś ją tknie, ma przejebane. Nie znaczy to, że nie możesz się nią bronić. Staraj się trafiać w przeciwnika – dla przykładu motocyklista sprawnym ruchem wywinął kilka ruchów, a następnie skierował ostrze w chłopaka. Dzielnie się obronił. – Nie jest źle jak na początek – zauważył. – Nie jesteś z gliny, ruszaj się – mówił nieco nerwowo, aby wywrzeć na nim stres – nogi to podstawa. Dzięki nim możesz spieprzać. Ale nigdy, powtarzam NIGDY, nie wolno ci uciekać z pola walki. Dopiero wtedy, gdy jest odwrót. Tyle z wiedzy. Rozumiesz?

Kategoria: Fanfiction, Metallica

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Mrs Black | WS X X X