Edi przedstawia 6. Lizzy
Ranek nadszedł szybciej niż sie spodziewałem. Dzisiaj, należałoby iść do szkoły.
Jednak, wstałem i siadając na łóżku spojrzałem na plecak stojący w kącie. Patrzyłem tak chwilę.
Naprawde, nie miałem ochoty dzisiaj iśc do szkoły.
- Pieprzyć to... - mruknąłem, wstając. Mama sie nie zezłości, chyba...
Szybko się ubrałem. W czarne obcisłe dżinsy i szary podkoszulek na ramiączkach.
Z komody chwyciłem okulary pilotki, widząc że za oknem świeci słońce a dzień zapowiada się gorący. Włożyłem stojące w kącie glany i wyszedłem z pokoju.
Będąc na dole, usłyszałem krzątanine w kuchni.
Mama była sama. Gdy tylko wszedłem, zobaczyłem jej wyraz twarzy.
Kiedy wczoraj wróciłem ze spaceru z Jamiem, mama błyszczała. Promieniowała radością. A teraz...
Podkrążone oczy, niewyspanie choć nie musiała dzisiaj wstawać do pracy, i brak życia widoczny w tęczówkach.
- Myślałeś że już zawsze będzie tak cudownie? - parsknęła, śmiejąc sie smutno.
- Nie wierze w takie rzeczy - stwierdziłem sucho, siadając na stołku przy stole.
A wczoraj jeszcze wierzyłem. Że może być dobrze.
Kategoria: Fanfiction, Justin Bieber

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz