Ann Flo przedstawia ROZDZIAŁ V - SING YOUR LIFE/i>
W tym tempie szybko dotarliśmy na przedmieście Manchesteru i zatrzymaliśmy się na leśnym parkingu. Z bagażnika zabraliśmy kilka butelek piwa, przenośne radio i ruszyliśmy w kierunku rzeki, gdzie znajdowała się dzika plaża. Jak na koniec maja był wyjątkowo ciepły, przyjemny wieczór, mimo że na ciemnym niebie wisiały chmury.
− Nie oddalajmy się lepiej zbytnio, zaraz lunie deszcz − ostrzegłem.
Benny to zignorował, a Gordon kazał mi "nie pierdolić".
− E tam, nie jesteśmy z cukru - stwierdził William.
− Candy jest z cukru − dodał Jeff, przytulając ją. − Mój cukiereczek.
− A wiecie czemu przed deszczem jaskółki nisko latają? − zapytałem. − Powietrze wysoko robi się ciężkie, a one żywią się owadami, które wtedy obniżają lot.
− O rety, ten znowu z tym deszczem, zamknij się − rzucił Gordon.
− Ej, sam się zamknij. To było cieeekawe − oburzyła się Natasha.
− Co?
− To o tych jaskółkach.
− Kurwa! − wydarł się William, przerywając te przekomarzania, kiedy puszczona przez Benny'ego gałąź trafiła go w twarz.
Kategoria: Dramat, Fanfiction, Steven Patrick Morrissey
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz