Cormac pojawił się za nimi tak niespodziewanie, że z zaskoczenia zerwali się na równe nogi, a Ron musiał przyłożyć dłoń do piersi, by upewnić się, że jego serce nie stanęło. Harry nie miał natomiast pojęcia, jak powinien zareagować. Nie przygotował się na wypadek konfrontacji McLaggena z Weasleyem. Skrycie liczył na to, że nie będzie musiał się tym przejmować do następnego meczu Quidditcha. Było to bardzo naiwne myślenie, w końcu musiałby powiedzieć Cormacowi, że wylatuje z drużyny, co zauważył sam Ron, ale bardziej przejmował się decyzją przyjaciela. Przecież nie mógł wyrzucić obrońcy przed znalezieniem jego zastępcy. Tak to sobie w każdym razie tłumaczył.
- Posłuchaj Cormac, to nie tak, że jesteś złym graczem... - zaczął mówić Harry, próbując załagodzić sytuację - Powiedziałbym nawet, że wręcz przeciwnie.
- Świetnie! - wykrzyknął McLaggen - Czyli wylatuję, bo jestem "za dobry" dla słynnego Harry'ego Pottera?!
Kategoria: Fanfiction, Harry Potter
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz