John Marrs to brytyjski autor thrillerów psychologicznych oraz powieści science fiction. Wcześniej był dziennikarzem i pracował dla takich mediów jak Empire czy też The Guardian. Jedna z jego książek została również zaadaptowana na serial przez Netflix. Ja nie miałam jeszcze okazji, by wcześniej zapoznać się z jego twórczością. Zabiłaś mnie pierwsza to powieść, która mnie przyciągnęła do tego nazwiska.
5 listopada – Noc Ognisk. Kobieta budzi się wewnątrz koszmaru. Związana i zakneblowana leży w samym środku ogromnego ogniska. Dym gęstnieje, panika narasta. Płomienie są coraz bliżej. Jak się tu znalazła?
Jedenaście miesięcy wcześniej Margot – niegdyś popularna, lecz dziś skompromitowana celebrytka – oraz jej oddana, choć zmęczona życiem przyjaciółka Anna z zaciekawieniem przyglądają się nowej sąsiadce. Na ich ulicę wprowadza się Liv – urocza, pełna wdzięku kobieta z idealną rodziną. Wkrótce między trzema kobietami rodzi się pozorna przyjaźń, ale pod warstwą uśmiechów i uprzejmości kryją się głęboko skrywane tajemnice.
Kiedy maski zaczynają pękać, a sieć kłamstw oplata trzy sąsiadki coraz ciaśniej, wraz z nadejściem Nocy Ognisk wszystko zmierza ku nieuchronnej tragedii.
Kto przetrwa, a kto stanie w ogniu?
Ten thriller psychologiczny ma mocne otwarcie. Autor serwuje nam dużo bohaterów i równie dużo wątków — dlatego z początku poczułam się nieco zagubiona. Im dalej tym było trochę lepiej. Pomysł na fabułę jest naprawdę pomysłowy, ale w niektórych aspektach nieco za bardzo przekombinowany. Język jest prosty i dosyć szybko czyta się ją, ale w sumie żadna z postaci nie skradła mojej sympatii. Bohaterowie są tacy bez wyrazu, schematyczni i ciężko jest ich polubić. Mają swoje problemy, traumy, a relacje pomiędzy nimi często się toksyczne. Autor zaplanował rewelacyjnie akcję, jednak po drodze wpadł w wir nagłych zwrotów akcji, przez co całość jest przekombinowana i staje zupełnie nierealna.
Zabiłaś mnie pierwsza to książka, która miała solidną fabułę, ale John Marrs chciał zbyt wiele na raz do niej wcisnąć. Bardzo duża ilość wątków sprawiała, że miałam wrażenie, jakby autor trochę się pogubił. Niektóre z nich są zupełnie niepotrzebne i zaburzają dobry pomysł na książkę.
Ten thriller psychologiczny dostarczy wam kilku godzin rozrywki. Akcja jest dynamiczna, nie ma miejsca na nudę. Jednak po zakończeniu lektury czuję lekki niedosyt, ponieważ można było to trochę inaczej (spokojniej) rozegrać. Mimo wszystko myślę, że może ona się spodobać wielu osobom. To wciągająca historia z nieco zbyt wieloma wątkami, ale solidnym pomysłem. Nie czytałam innych książek tego autora, ale myślę, że w przyszłości chętnie się nimi zainteresuję.
Ilość stron: 431
Wydawnictwo: Czwarta Strona






.jpg)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz