Dariusz Tychon przedstawia Rozdział 8 - Zdawane relacje najbliższych osób
Ruszyłam więc, starając się nie zwracać uwagi na wulgarne napisy i zboczone rymowanki, którymi ktoś śmiał okaleczyć ściany tego budynku. Zastukałam do ładnych drzwi, które pomimo że były stare to ktoś je odnowił i namalował na nich czerwoną, londyńską budkę telefoniczną, która wyglądała niemal jak żywa. Zerknęłam w dół na datę i podpis, ale nijak nie umiałam niczego z niego rozczytać. Mogłam się tylko domyślić iż autorką tego malunku była Nina Malicka.
Pewna kobieta otworzyła mi dziewczyna, w krótkich spodenkach, które były częścią całego kompletu na ramiączkach. Musiałam przyznać, że w moro było jej do twarzy. Wyglądała tak... młodo i przebojowo zarazem.
– Niczego nie kupujemy i nie planujemy zmieniać wiary – powiedziała jednym tchem i uśmiechnęła się ciepło, ukazując rząd równych, śnieżnobiałych zębów.
– Ja z policji! – krzyknęłam szybko, zanim przyszło jej do głowy zamknąć drzwi i uderzyć mnie nimi w nos.
– W takim razie zapraszam. – Odsunęła się, zrobiła mi przejście i zamknęła drzwi na klucz. – Inaczej nie chcą się zamykać, trzeba przekręcić – wyjaśniła, mocując się z zacinającym zamkiem.
Przy moich stopach pojawiło się stado małych, skorych do zabawy kociaków. Nachyliłam się po jednego i wzięłam na ręce, pomimo że nigdy jakoś szczególnie nie przepadałam za tymi zwierzakami, zwłaszcza w mieszkaniach. Ten jednak był taki słodki, śnieżnobiały z turkusowymi oczętami i czarną plamką na czubku ogona, który sterczał mu niczym antenka.
– To Ciapciak – uświadomiła mnie Sandra Malicka. – A ten koło pani nóg to Hipokryta.
Zerknęłam na Hipokrytę – czarnego, dużego i otyłego kocura, który nieprzyjemnie na mnie powarkiwał.
– A Hubert jest w pokoju. O tam, prosto. – Zamachała, by wskazać mi kierunek i powróciła do malowania.
Dopiero wtedy dostrzegłam, że kobieta miała umalowane jedynie jedno oko.
Przeszłam przez salon pełen walających się pod nogami butelek. Śmieci w postaci pustych opakowań po pizzy, chińszczyźnie, chipsach, orzeszkach, paluszkach, krakersach, były dosłownie wszędzie. Podobnie jak puszki po piwie i butelki po takim lub też znacznie mocniejszym alkoholu. Rozejrzałam się po ścianach umalowany na mroczny – czarny, i agresywny – czerwony kolor. Na jednej z nich widniała plama. Zastanawiałam się czy po krwi czy po wymiocinach? Ale przecież nie wypadało tak zapytać wprost. Wszędzie były też poustawiane porcelanowe miski z kocią karmą, a te sierściuchy walały się po parapetach, meblach i kanapach. Jeden nawet leżał na starym, takim jeszcze z napęczniałym ekranem telewizorze.
Kategoria: Kryminalne, Dramat, Obyczajowe
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz